Archiwum
Tagi
RSS
niedziela, 27 września 2015
#263_2: Jeśli to początek spełnienia przepowiedni to jak się przygotować na to co można przewidzieć iż nadchodzi?

... (kontynuacja poprzedniego wpisu #263_1) ...


Nabyty w młodości nawyk aktywnego przygotowywania się do tego, co logika lub doświadczenie nam podpowiada, że to nadchodzi, lub że może to nadejść, ja oczywiście praktykuję aż do dzisiaj. To m.in. z jego powodu dla swego mieszkania dobudowałem niezależne od sieci zasilanie w słoneczną elektryczność - opisane na stronie "solar_pl.htm". To też z tego powodu, nasz przymieszkaniowy ogródek o wymiarach 12x6 metrów, który w chwili nabycia w 2012 roku przypominał porośnięte krzakami nieużytki pokazane na zdjęciu "Fig. #4" ze strony "p_c.htm", stopniowo zamieniam teraz w rodzaj miniaturowego "ogródka marzeń" częściowo uwidocznionego na zdjęciach #G1 i #N1c ze strony "solar_pl.htm" - w którym wykrawężnikowane trawniki poobsadzane są naokoło pasmem kwiatów i drzewek owocowych, w którym po wszystkich płotach wspinają się owocujące winorośla najróżniejszych gatunków, a także który posiada własną kompostownię, miniaturową pergolę oraz liczne siedzenia dla letniego odpoczynku, zaś który nocami około świąt Bożego Narodzenia porozwieszane po nim słoneczne światła choinkowe zamieniają w rodzaj pulsującego kolorami i zapierającego dech swym pięknem wodospadu ogni, świateł i kolorów. To też z powodu owego nawyku przygotowywania się do tego co może nadejść, z góry zadbałem o przygotowanie ulotki pokazanej poniżej na "Rys. #N5" - na przekór iż każda z nowych flag dla NZ, jakie zaprojektowaliśmy i opisaliśmy w punktach #N1.1 do #N1.3 strony o nazwie "pajak_na_prezydenta_2020.htm", statystycznie ma szansę mniejszą niż 0.01 % (czyli niemal zerową) aby dostąpić zaszczytu zwrócenia na siebie uwagi komisji kwalifikującej i zostania włączoną do grupy owych 4 flag, które w marcu 2016 roku w publicznym referendum mają być wystawione do wyboru przez mieszkanców całej NZ. To też właśnie z powodu istotności wdrażania tego motto w codziennym życiu, zdecydowałem że powinienem przygotować niniejszy wpis, dla którego jednym z celów jest wyjaśnienie faktu, że w naszym codziennym życiu NIE wolno nam czekać pasywnie aż przyszłość nas "zaskoczy", natomiast którego nadrzędnym celem jest dodatkowe wyjaśnienie czytelnikowi na ilustracyjnym przykładzie naszych projektów flag dla NZ, że tzw. "faktyczna moralność" (tj. ta moralność jaka jest opisana i zdefiniowana w punktach #B5 do #B7 mojej strony "morals_pl.htm") wymaga od nas abyśmy przygotowywali się z góry na to co daje się przewidzieć iż nadchodzi i co dla nas jest najważniejsze, oraz abyśmy zadbali, że działania jakie w tych przygotowaniach podejmujemy są zgodne z zasadami moralnymi (tj. aby nasze działania NIE łamały żadnych kryteriów moralnych).

Na szeregu swoich stron internetowych wyjaśniłem, że wszystko co tylko czynimy, możemy dokonać zarówno w sposób moralnie poprawny, tj. bez łamania kryteriów moralnych, jak i w sposób niemoralny, tj. łamiąc kryteria moralne - po wyjaśnienia tych zasad patrz punkty #C4.2 i #C4.2.1 ze strony "morals_pl.htm", lub punkty #B1 do #B8 strony "pajak_na_prezydenta_2020.htm". Długoterminowe działanie "pola moralnego" jest też tak zaprogramowane przez Boga, że za każde moralnie poprawne działanie jest się sowicie nagradzanym, zaś za każde niemoralne działanie jest się surowo karanym. Aczkolwiek jak dotychczas jestem jedynym naukowcem na świecie który bada te nagrody i kary, już do chwili obecnej zdołałem odnotować, że w owym nagradzaniu i karaniu Bóg używa cały szereg powtarzalnych zasad i regularności (typu już opisanego powyżej przy okazji wyjaśniania powodów dla jakich pasywność jest niemoralna, a dodatkowo dyskutowanego w punkcie #B2.3 odmiennej strony o nazwie "mozajski.htm"), jakie to zasady i regularności ludzie są w stanie odnotować, zidentyfikować, zrozumieć, opisać, oraz potem brać pod uwagę we wszystkim co czynią. Faktycznie to moja filozofia totalizmu stawia sobie za zadanie poznanie tych zasad i regularności. Tyle, że jest ich aż tak dużo, oraz działają w tak kompleksowy sposób, że w przyszłości zapewne będzie musiała być stworzona cała odrębna dyscyplina nowej "totaliztycznej nauki", zanim wszystkie one zostaną dokładnie poznane i opisane. Niemniej nawet badając je jedynie samemu, ciągle już zdołałem zidentyfikować i opisać sporo z nich. Przykładowo już ustaliłem, że jeśli uczynimy cokolwiek niemoralnego, łamiąc przy tym kryteria moralne, wówczas po upływie tzw. "czasu zwrotu" będziemy surowo ukarani przez "pole moralne" unieważnieniem wszelkich korzyści jakie dana niemoralność nam początkowo przyniosła, a dodatkowo też wyeskalowaniem problemów dla których rozwiązania oryginalnie popełniliśmy daną niemoralność. Dlatego np. w swych aktywnych przygotowaniach do tego co może nadejść, zawsze musimy starać się spełnić co najmniej dwa wymogi. Mianowicie: (1) musimy zadbać aby być gotowym na przyjęcie każdej zasadniczej wersji przyszłości jaka może nadejść, a ponadto (2) musimy też zadbać, aby to co przygotowujemy było zgodne z wymogami moralności (tj. aby było to "moralne"). W niniejszym wpisie podam teraz przykład, jak w praktyce ja starałem się wypełnić owe dwa warunki w swoich przygotowaniach na niemal zerową ewentualność, że jedna z naszych propozycji nowej flagi dla Nowej Zelandii dostąpi zaszczytu bycia wybraną do grupy owych czterech flag, które w marcu 2016 roku będą poddane pod publiczne referendum. Oczywiście, zdaję sobie przy tym sprawę, że w obliczu tego co właśnie dzieje się w Polsce, Nowej Zelandii i na świecie, opisywanie tu przykładu przygotowań do działania w sprawie flagi jest błahostką, pozornie nie zasługującą na naszą uwagę. Dla mnie jednak owa błahostka okazuje się być wysoce pomocna. Mogę bowiem z jej pomocą wskazywać właściwe rozwiązania dla tego co na świecie właśnie się dzieje - NIE 
wystawiając się za to na kpiny, szykany, wytykanie palcem, prześladowania, itp. (jakimi zapewne znowu byłbym traktowany gdybym użył bardziej istotnych przykładów), ani NIE skazując też tego co piszę na bycie sabotażowanym przez ludzi, którym Bóg za karę już odebrał rozum i oczy. Wszakże rozwiązania jakie tutaj przykład owej flagi pozwala mi wyjaśnić, mają swe zastosowanie dla każdej sytuacji, nawet najgroźniejszej z tych jakie właśnie się rozwijają na naszych oczach.

Kiedy wraz z pomagającym mi utalentowanym graficznie Polakiem rozpoczęliśmy projektowanie nowej flagi dla NZ, oczywiście włożyliśmy w to projektowanie wszystko na co nas było stać aby nasza flaga wygrała. Na przekór więc, iż w dniu zakańczania pisania niniejszego punktu (tj. w dniu 5 sierpnia 2015 roku) udokumentowane było 10292 zgłoszeń projektów nowej flagi dla NZ, a stąd że statystycznie nasza flaga miała mniej niż 0.01% szansy aby być włączoną do następnej fazy wyboru, ciągle musieliśmy się liczyć z faktem, iż taka możliwość istnieje, a stąd że zgodnie z motto tego punktu powinniśmy być przygotowanymi do tego co może nadejść w tej sprawie. Aby więc się przygotować, najpierw należało sprawdzić co by się stało w przypadku zajścia (TAK) i niezajścia (NIE) takiej alternatywy. Zaplanowanie naszego postępowania w przypadku alternatywy NIE było łatwe - po prostu nic wówczas NIE uczynilibyśmy (oczywiście poza dodaniem do końca opisów z niniejszego wpisu odpowiedniej informacji dla czytelników). Za to nasze postępowanie w przypadku zajścia alternatywy TAK okazuje się być skomplikowane. Powodem jego skomplikowania są postawy życiowe jakie gro Nowozelandczyków wykazuje w sprawie flagi. Mianowicie, dla większości z nich zdaje się być zupełnie obojętnym jaką flagę ma ich państwo. (Tj. ich wygodne przez wiele lat życie zostało już dogłębnie przejęte "pasywnością" opisywaną m.in. w niniejszym wpisie.) Stąd naszym pierwszoplanowym zadaniem w przypadku nadejścia alternatywy TAK, stałoby się pokonanie owej obojętności i zwrócenie uwagi Nowozelandczyków na zalety naszej flagi. Zalety te wprawdzie są opisane w punktach #N1.1 do #N1.3 z angielskojęzycznej strony o nazwie "pajak_re_2017.htm", jednak przez niemal trzy kwartały istnienia tamtej strony (tj. przez około 200 dni) na ową stronę zaglądnęło jedynie około 50 osób - większość zaś z nich zapewne była ciekawskimi Polakami, a NIE Nowozelandczykami. Jedyny więc moralne poprawny sposób zwrócenia w takim przypadku uwagi Nowozelandczyków na zalety naszej flagi, mógłby polegać na ponownym aktywnym udaniu się w obchody po domach, pukaniu do drzwi, oraz ustnym przekonywaniu poszczególnych osób dlaczego w referendum powinni głosować na naszą flagę. Oczywiście, gdybym podejmował takie obchodzenie po domach, wówczas potrzebowałbym jakiś rodzaj pisanego dokumentu-ulotki o naszym projekcie flagi - jaki mógłbym osobiście wręczać na pamiątkę tym osobom z którymi rozmawiałem. Zaprojektowanie jednak i przygotowanie takiej ulotki to bardzo długi proces. Dlatego naszym zasadniczym zadaniem przygotowywania się do tego co ewentualnie mogłoby nastąpić, okazało się być zaprojektowanie owej ulotki i przygotowanie jej do druku - na wypadek gdyby zaszła potrzeba jej użycia. Dzisiejszy wygląd tej ulotki pokazany został na "Rys. #N5" ze strony "pajak_na_prezydenta_2020.htm". Ponieważ ja relatywnie niedawno, bo w 2014 roku, już raz dokonywałem takiego obchodu po domach aby nakłaniać ich mieszkańców na głosowanie na moją kandydaturę jako posła na sejm NZ, sporo osób które potencjalnie mógłbym spotkać w swym przekonywaniu o zaletach naszego projektu flagi, potencjalnie już uprzednio spotkałem w 2014 roku i z nimi rozmawiałem. Dlatego korzystnym mogło się też okazać, aby na drugiej stronie ulotki o fladze przypomnieć o tamtym moim osobistym rozdaniu w 2014 roku niemal dziesięciu tysięcy ulotek wyborczych. Być wszakże może, iż niektórzy z ludzi z którymi wówczas rozmawiałem przypomną mnie sobie i przyglądną się dokładniej naszemu projektowi flagi tylko ponieważ w dzisiejszych czasach raczej niewielu kandydatów na świecie może się wykazać, iż osobiście rozdało niemal 10 000 ulotek!

Do świadomości wielu dzisiejszych ludzi NIE dotarło jeszcze, że począwszy od 2001 roku Ziemię opuściły już epoki wzrostu i dobrobytu opisywane m.in. w punkcie #K1 strony "tapanui_pl.htm". Na przekór tego, nadal zbyt wielu ludzi praktykuje to do czego obywatele ich kraju nawykli w uprzednich epokach, tj. niefrasobliwość i pasywne oczekiwanie co przyszłość im przyniesie - bez przygotowania się z góry nawet na to co zupełnie oczywiste i niemal pewne. Rezultatem takiego pasywnego nastawienia życiowego jest, że niemal wszystko co dzisiaj się zdarza okazuje się być "zaskoczeniem" zarówno dla obecnych władz, jak i dla ludzi, którzy zostają tym dotknięci. Stąd przykładowo, jeśli nadejdzie susza, jaka ostatnio zdarza się już co roku, rolnicy są nią "zaskoczeni" i ogłaszają bankructwa, ponieważ muszą wyprzedać swoją trzodę z braku wymaganego zapasu paszy. Jeśli spadnie obfitszy niż zwykle deszcz, co ostatnio też jest już normą, władze są nim "zaskoczone", zaś ludzie cierpią bo ku swemu "zaskoczeniu" NIE mogą dojechać do sklepów, a często także dostawy elektryczności zostają przerwane powodzią lub wichurą. Jeśli przyjdzie mróz lub śniegi, co zdarza się niemal corocznie w czasie zimy, wszyscy też zdają się być nimi "zaskoczeni" i życie zamiera, zaś staruszkowie umierają z braku ogrzewania w swych domach. Kiedy przez granice przelewają się tłumy przynoszące z sobą anarchię, chaos, bezprawie, agresję, niemoralność, itp., wszyscy są tym "zaskoczeni" - na przekór iż o takim właśnie scenariuszu ostrzegam już od marca 2009 roku w punkcie #H3 strony internetowej o nazwie "przepowiednie.htm". Stąd zanim polityków coś w końcu wyrwie z dotychczasowego marazmu, zmuszając do podjęcia faktycznego działania, tłumy te zaczną zamieniać tratowane przez siebie obszary w takie same "przedsionki piekła" w jakie uprzednio pozamieniały już swoje własne kraje. Itd., itp. Czyż NIE byłoby więc lepiej, gdyby zamiast pasywnie czekać czym przyszłość nas ponownie "zaskoczy", ludzie powrócili do sprawdzonych w działaniu metod naszych przodków i aktywnie przygotowali się do tego co logika nam jednoznacznie podpowiada, że nieuchronnie może to wkrótce nastąpić? Przykładowo, czyż NIE byłoby lepiej, gdyby zamiast pasywnie oglądać w telewizji jak stopniowo wypełnia się scenariusz, który opublikowałem jeszcze w marcu 2009 roku w punkcie #H3 strony "przepowiednie.htm", Polacy już obecnie zaczęli budować płoty dla swej obrony, zaś ty czytelniku, już od zaraz sprawdziłbyś "co" i "gdzie" masz gotowe na wypadek gdyby np. już najbliższej nocy nastąpił jakiś "wybryk natury", zamiast (często daremnie) szukać potem tego już po zdarzeniu - po wykaz tego co w takim przypadku mogłoby być ci potrzebne, patrz punkty #P2 i #P1 na stronie plague_pl.htm. (Odnotuj, że owe punkty strony "plague_pl.htm" NIE wliczają psa. Wszakże pies NIE jest potrzebny dla obrony przed plagą inną niż dwunożna.)

* * *

We wtorek, dnia 11 sierpnia 2015 roku, czyli w 6 dni po zakończeniu pisania punktu #N2 ze strony "pajak_na_prezydenta_2020.htm" (na jakim to punkcie bazuje niniejszy wpis), otrzymałem email of przewodniczącego komisji wyboru nowej flagi. Informował on nas, że projekty flag jakie zgłosiliśmy NIE zostały włączone do "długiej listy" 40 najlepszych flag jakie będą poddane dalszej selekcji. Owe "długa lista" 40 flag wybranych do dalszych poszukiwań, w dniu 11/8/2015 opublikowana była w internecie pod adresem www.stuff.co.nz/national/politics/70996308/a-list-of-40-possible-alternative-flags-chosen-from-10000. Opublikowano ją także w artykule "10,000 flag designs cut to 40 options" (tj. "10 000 projektów flagi obciętych do 40 wyborów"), ze strony A2 gazety The Dominion Post (wydanie z wtorku (Tuesday), August 11, 2015). Tak więc dalsze losy naszych trzech projektów flagi już są rozstrzygnięte. Oczywiście, wcale to NIE pomniejsza aktualności i użyteczności niniejszego wpisu, w którym nasze projekty flagi stanowiły jedynie przykład, na bazie jakiego wyjaśniłem czytelnikowi problem niemoralności pasywnego nastawienia do życia, oraz konsekwencji jakie taka pasywność sprowadza na zdegenerowane nią intelekty. Z powodu też owej trwającej aktualności niniejszego wpisu i owego punktu #N2, ich treść pozostawiam bez zmiany na przekór iż nasze projekty flagi już odpadły z dalszego wyścigu - tak jak treść tą oryginalnie zredagowałem na kilka dni przed ogłoszeniem owego wykazu 40 flag.

We wtorek, dnia 1 września 2015 roku, komisja wyboru nowej flagi ogłosiła końcowe cztery flagi, które będą poddane krajowemu plabiscytowi dla wybrania przez wszystkich Nowozelandczyków jednej najlepszej z nich. Owe cztery końcowe flagi we wrześniu 2015 roku można było oglądnąć sobie w internecie np. pod adresem http://m.nzherald.co.nz/bay-of-plenty-times/news/article.cfm?c_id=1503343&objectid=11506142, albo pod adresem http://www.theguardian.com/world/2015/sep/01/new-zealands-new-flag-final-four-designs-announced, albo też pod dowolnymi innymi adresami ujawnianymi przez wyszukiwarki internetowe po wpisaniu w nie słów kluczowych: final four NZ flags. Ogłoszenie tych czterech końcowych flag miało też dosyć wymowny "efekt uboczny". Mianowicie zainicjowało ono rodzaj zmagań, krzyków i protestów próbujących włączyć do referendum także piątą flagę zwaną Red Peak (First to the Light) - która NIE znalazła się w gronie końcowych czterech. Wykłócanie się w sprawie owej piątej flagi dostarczy zajęcia dla polityków i prasy NZ praktycznie na co najmniej cały miesiąc, jeśli nie na dłużej. W ten zaś sposób uwaga narodu nadal może być odwracana od tego co naprawdę istotnego wymaga pilnego działania.

* * *

Niniejszy wpis stanowi adaptację punktu #N2 z mojej strony o nazwie "pajak_na_prezydenta_2020.htm" (aktualizacja z dnia 25 września 2015 roku, lub później). Stąd czytanie i rozumienie głównych postulatów niniejszego wpisu byłoby nawet bardziej efektywne z tamtej strony internetowej "pajak_na_prezydenta_2020.htm", niż z niniejszego wpisu - wszakże na owej stronie działają wszystkie (zielone) linki do pokrewnych stron z dodatkowymi informacjami, użyte są kolory i ilustracje, zawartość jest powtarzalnie aktualizowana, itp. Najnowsza aktualizacja strony "pajak_na_prezydenta_2020.htm" już została załadowana i udostępniona wszystkim chętnym m.in. pod następującymi adresami:
http://www.geocities.ws/immortality/pajak_na_prezydenta_2020.htm
http://totalizm.zensza.webd.pl/pajak_na_prezydenta_2020.htm
http://artefact.uhostall.com/pajak_na_prezydenta_2020.htm
http://telekinesis.esy.es/pajak_na_prezydenta_2020.htm
http://bobola.net78.net/pajak_na_prezydenta_2020.htm
http://totalizm.com.pl/pajak_na_prezydenta_2020.htm
http://soul.frihost.org/pajak_na_prezydenta_2020.htm
http://tornado.fav.cc/pajak_na_prezydenta_2020.htm
http://pajak.org.nz/pajak_na_prezydenta_2020.htm

(*) Każdy aktualny obecnie adres z totaliztycznymi stronami - w tym również każdy z powyższych adresów, powinien zawierać wszystkie totaliztyczne strony, włączając w to strony których nazwy są wskazywane zarówno w niniejszym wpisie, jak i we wszystkich poprzednich wpisach tego bloga. Stąd aby wywołać dowolną interesującą nas totaliztyczną stronę której nazwę znamy, wystarczy tylko nieco zmodyfikować jeden z powyższych adresów. Modyfikacja ta polega na zastąpieniu widniejącej w powyższych adresach nazwy strony "pajak_na_prezydenta_2020.htm", nazwą owej innej strony, którą właśnie chce się wywołać. Przykładowo, aby wywołać sobie i przeglądnąć moją stronę o nazwie "przepowiednie.htm" np. z witryny o adresie http://energia.sl.pl/pajak_na_prezydenta_2020.htm , wówczas wystarczy aby zamiast owego adresu witryny wpisać w okienku adresowym wyszukiwarki następujący nowy adres http://energia.sl.pl/przepowiednie.htm - jaki powstanie w wyniku jego zmodyfikowania w opisywany tu sposób.

Powyższy sposób (*) na odnajdywanie i uruchamianie poszukiwanej przez czytelnika totaliztycznej strony, jest szczególnie użyteczny ponieważ większość ze swych stron publikuję na "darmowych serwerach (adresach)" - sporo z których ma ten brzydki zwyczaj, iż typowo już po upływie około jednego roku deletują one moje strony. Stąd jeśli czytelnik zechce odnaleźć którąś stronę na jaką powołuję się w nieco starszych swoich wpisach z tego bloga, a stąd jakiej hosting w międzyczasie wydeletował już ją z takich darmowych adresów, wówczas wystarczy aby przeszedł do najnowszego wpisu z tego bloga - pod którym podaję wykaz najnowszych i stąd najaktualniejszych obecnie adresów hostingów zawierających wszystkie moje strony. Następnie pod dowolnym z owych najaktualniejszych adresów czytelnik może znaleźć poszukiwaną przez siebie stronę, używając jej nazwy dla zmodyfikowania owego adresu według opisanej powyżej metody (*) do wywoływania dowolnych z totaliztycznych stron.

Warto też wiedzieć, że niemal każdy NOWY temat jaki ja już przebadałem dla podejścia "a priori" nowej "totaliztycznej nauki" i zaprezentowałem na tym blogu, w tym i niniejszy temat, jest potem powtarzany na wszystkich lustrzanych blogach totalizmu które ciągle istnieją (powyższa treść jest tam prezentowana we wpisie numer #263). Kiedyś istniało aż 5 takich blogów. Dwa ostatnie blogi totalizmu, jakie ciągle nie zostały polikwidowane przez przeciwników "totaliztycznej nauki" i przeciwników wysoce moralnej "filozofii totalizmu", można znaleźć pod następującymi adresami:
http://totalizm.wordpress.com
http://totalizm.blox.pl/html

Z totaliztycznym salutem,
Jan Pająk

23:38, totalizm
Link
niedziela, 20 września 2015
#262_1E: Werewolf (Werwolf) from forests of Stawiec near Milicz (in Poland) that supposedly did NOT exist

Motto: "If it looks like a duck, quacks like a duck and walks like a duck, it probably is a duck" (English proverb)

English people use this funny proverb which I quoted in the motto to this post. I am reminding here this proverb, because since childhood I know something that just "looks like a duck, quacks like a duck and walks like a duck", but for decades officially it was called "a series of accidents and coincidences". It so happened, that in the past an open naming this something "a duck" would be a very dangerous thing to do. Hence, for years I too was naming it like everyone else (although I kept no secret of my uneasiness and concern regarding the strangeness of all matters that related to this "duck" - for an example see item #F3 on my web page named "sw_andrzej_bobola_uk.htm".) But now times have changed. That probable "duck", and all the Pollacks, now already belong to the same united Europe. (Note that "Pollack" is the word derived from the Polish noun "Polak" and it also means "a person of the Polish origin" - it can be used as the positive synonym of a quite derogatory word "Pole".) Furthermore, since 11th September 2001 we together should prepare ourselves to the arrival of a new threat, which is equally dangerous for both of our previously confronting sides - for details see items #H1 to #H3 from the web page named "prophecies.htm", item #N2 from the web page named "pajak_re_2017.htm", and item #K1 from the web page named "tapanui.htm". (Especially I suggest to notice in there the scenario from item #H3 of the web page named "prophecies.htm", which I published still back in 2009, while which scenario describes the fulfilment of an old Polish prophecy, that stated "people are going to bring on themselves such a destructive catastrophe, that afterwards a man is going to be so happy to see footprints of another man that he is going to kiss these footprints" - isn't the beginning of this my scenario published in 2009 corresponding exactly to what started to happen in Europe of 2015?) Thus, in these new times we need to remember that there is such a thing as a "grievances time limit", as Christians we must also be able to forgive this "duck" that it fulfilled the role towards which its "ducky" nature inclined it, we need to extend our hand for reconciliation, to congratulate it that in spite of being "a duck" it so perfectly and efficiently was able to pretend of being "a series of accidents", and we need to seriously start studying its perfect methods of acting in order to learn from them. After all, the requirements of an active preparation to whatever we are able to predict that it inevitably is already coming (i.e. the requirements explained more comprehensively, among others, in item #N2 from the web page "pajak_re_2017.htm"), enjoin us, that when a new threat comes to all of us, then the moral "duty of self-defence" requires from us, that we can equally effectively as this "duck" did, but this time in a common effort and in a complete agreement with the moral criteria that we learned in the meantime, confront what the grim future have already announced for all of us.

So let us "call spade a spade". Well, what in the English proverb is named a "duck" in the real life from the vicinity of Wszewilki and Milicz probably may be called "an extremely effective and efficient cell of the German underground organisation named Werwolf (i.e. "Werewolves"), that after the Second World War operated in forests surrounding the area of Stawiec village near the Polish town of Milicz". Of course, because this probable cell worked extremely efficiently, it accomplished only successes, it was able to "cover the tracks" of its activities very precisely, and it was never seek by the former Polish authorities nor even considered that it might exist, there is now no evidence that it existed at all. Therefore, everything that is explained in this post represents only circumstances, probabilities and my guessing. However, it is still worth to know principles of the physical acting of this cell, because if by any chance one day it is proved that in spite of the official stand of authorities, this cell really existed, then the mere forgetting the physical methods of its acting would be a tremendous waste of rich experience and excellent methods of its physical operation (i.e. "rules of engagement"). This is because the methods this cell used have proven themselves in the real life. Thus these methods should be studied and learned. In turn, after the improvement of their moral dimension to the level of our present knowledge of morally-correct acting, we should be able to implement them - if such a need occurs. After all, the history likes to "stagger in circles", hence physically so excellent operating methods and lessons for the future, that the learning of this history can open for us, already in the near future may prove indispensable for the survival of our close ones and our culture. 

In every human acting, and therefore also in action of the Werwolf cell described here, can be distinguished three dimensions, namely the dimensions: (1) physical, (2) emotional, and (3) moral - for more details see "Fig. #I1" from the web page named "pajak_for_mp_2014.htm". While at the present level of our knowledge and experiences we can have a lot of objections to the moral and emotional dimension of the operation of this Werwolf cells from Stawiec, the physical dimension of its acting was close to the perfection. Hence it is this physical dimension, that is worthy of further study, and that for the learning of it is also worth to accept the risk of exploring the truth about the actual existence of this Werwolf cell. So here are some examples of "clues" and "circumstances" that seem to confirm the existence and the full of successes physical operation of this highly active cell of the German underground named Werwolf (i.e. "Werewolves") from forests surrounding the area of village Stawiec near Milicz (in present Poland):

1. The mysterious carrying out to the end, by unknown someone, the clear order of former Nazi authorities from Milicz, to kill all Germans who remained in the area - which an order was to be implemented by every German sabotage group left in Milicz and in vicinity of it after the passing of the front line. About this order I am writing in item #C1 from my web page named "bitwa_o_milicz_uk.htm" (i.e. "the battle of Milicz"). Namely, when on 22nd January 1945 the Russian army liberated Milicz, in Milicz's town-hall secretly were hidden two companies of well-armed German youth. This youth received a clear order, that after passing the front line, it has to "crack down" (read "shoot to kill") all German residents who ignored the orders of Nazi authorities and did NOT flee into depth of Germany before the advancing Soviet army. Fortunately, the Russians learned on time about the existence of these orders and about these more than 300 well-armed young Germans, and prevented the execution of this particular order - about which fact I write in detail in item #C1 of my web page about the "battle of Milicz" named "bitwa_o_milicz_uk.htm". But in spite that these two companies of young Germans were prevented from completing their intention to shoot and kill all the original inhabitants of Milicz and surrounding areas (who knew the history of their territory), still nearly all these "autochthons" who survived the war, were later mysteriously send to the other world - which fact I explained more specifically in item #E1 from the web page named "wszewilki_uk.htm", as well as in several other locations of that web page. As we can see, the killing orders that had those young German-defenders of the town-hall from Milicz still someone mysteriously carried out, while those hidden forces which did NOT want to let the past and some very important secrets of Wszewilki and Milicz somehow came out to light, almost achieved their goals after all. So who carried out that order?

2. Those few young German "defenders" of Milicz, who managed to save themselves from the massacre in Milicz, fled just to the village "Stawiec". Four of them were even shot in the course of this escape - as described in item #F1 of my web page named "bitwa_o_milicz_uk.htm". To my mind comes a number of questions in the connection with their direction of escape. For example, why they fled to Stawiec? After all, Stawiec lies to the north from Milicz, while the country Germany lies to the west. So logic says that if some German soldiers came out alive from the massacre in Milicz, then they should flee towards Germany, which is to the west, and NOT to Stawiec, or north - unless they knew that in Stawiec is the active cell of Werwolf. For example, a German soldier, who until the last minute kept vigil by the road in the village of Cielcza, instinctively fled towards the west (i.e. to Germany) when he saw first Russian tanks. It was during his flight to west that he was shot while running across the open field to be nearly able to hide his further escape behind my grandmother's fence. My second question is, why they fled through the open area near Stawiec, where the sharp-eyed Russian soldiers could easily spot them out and shoot them, while if they run away towards the west, their path would lead them among the forests, where it is easy to hide - again the likely explanation is that in Stawiec was Werwolf. Thirdly, who buried them with all the soldiers' honours - in the manner typical for German military traditions, i.e. by thrusting bayonets into their graves and hanging their helmets on these bayonets. The Polish settlers who arrived to this area, nor the Russian soldiers, would NOT bury them with such soldiers' honours. For example, young Germans shot in Milicz, Russians just fling into trenches existing near Milicz, whereupon let run a zig-zaging heavy tank along these trenches to cover with pushed-down soil the Germans lying inside.

3. The epidemics of "neck breaking", that after the war prevailed among indigenous people (the so-called "autochthons") from Milicz and the vicinity of it. As you probably know, during the German occupation typically anyone who annoyed Germans received a "bullet in the head". Thus, the bullet hole in the head was a kind of "certificate" of the "German work" during the occupation. However, soldiers of "Werwolf" had orders to act in the conspiracy - so that the Polish local authorities did NOT realise of their existence and thus have not undertaken the search and disposal of them. Thus, the members of the Werwolf in the last phase of the war were specially trained on concentration camps' prisoners, how in a "pure", "undetectable", "silent" and "fast" way, with just a single precise movement, "break necks" of people that were inconvenient for them. (The concentration camp closest to Milicz and Stawiec was located in nearby Sułów - see items #D11 and #D12 from my web page named "milicz_uk.htm". Pity that no documentation nor witnesses survived, that could provide the testimony of what has happened in there in the final part of the war.) Of course, the lack of criminal expertise among the new Polish authorities from Milicz, and perhaps also other reasons, together caused that all these "breaking of necks" amongst indigenous people ("autochthons") from Milicz, Wszewilki and other surrounding areas, were formally classified as "accidents" and "coincidences". However, for some reasons that today I cannot explain, really outraged me the death of autochthon named "Waloha" from Wszewilki - whom I personally knew and really liked. So still as a small boy I already established from eye witnesses where was the exact spot in which he was found with "broken neck" lying next to his pushbike. This particular place is situated by only about one-metre-high embankment of the asphalt road leading from Cieszków to Milicz. Knowing personally Waloha, something emotionally NOT allow me to believe, that even if by a chance his pushbike ride down from such a low embankment-slope, this physically fit, strong and slender man would break his neck. In addition, the place in which he was found lies only a few meters before a crossroad where from that asphalt road departs a dirt road leading from Stawiec to Wszewilki - about which dirt road everyone knew that Waloha is to slows down before it and turn into it on his pushbike when he was returning at night to his home in Wszewilki (e.g. returning home from visiting someone - which visiting could deliberately be "organized" for him by Werwolf, or about which the Werwolf knew that unmarried Waloha is taking regularly, e.g. every week). Nothing therefore stopped a Werwolf soldier skilled in "breaking necks" to wait by this dirt road, start talking to Waloha (who probably knew him personally, because they were both locals and lived in the vicinity of each other for many years), break his neck, whereupon drag him several meters up the asphalt road and lay down by his pushbike as if he accidentally fallen from about one-meter-high embankment of the road and "broke his neck". A similar course could have the "breaking of neck" by other autochthon, who was also a good friend of my family, named Haupfman Nietzke von Kolande, described, among others, in item #G1 from my web page named "bitwa_o_milicz_uk.htm".

4. Bodies of all other indigenous people (autochthons) from Wszewilki, Milicz and the vicinity, murdered in their homes, have always been thoroughly burned along with the homes in which they died. Simultaneously among the population of the area rumours were spread, that allegedly those murders were carried out by gangs of marauding Russian soldiers (recently comes to my mind, that these rumours alone smell from afar of methods of work of the Nazi propaganda). Meanwhile, facts which come to my attention seem to indicate, that gangs of Russian marauders indeed did rob and rape the local people, but typically afterwards they did NOT kill them. (For example, one such a band tried to rob my family - as described in item #J1 from the web page named "wszewilki_uk.htm".) After all, logically speaking, these gangs have not had reasons to murder the people who were their wartime allies (although they had typical human reasons, for example "greed", to rob and to rape them), but such reasons, and also clear orders to kill autochthons, actually had Werwolf.

5. Psychosis of deadly "threat" that prevailed in the vicinity of Milicz for many years after the war. This psychosis I even remember from the days of my childhood. People in the vicinity of Milicz always were afraid of nights, locked themselves in their homes, built high fences, kept packs of dangerous dogs, in late evenings did NOT let their children to go out to the countryside for playing, for many years they were afraid to even touch anything which was considered to be a German property, etc. - because without interruption something tragic and inexplicable kept happening in there. Because of this fear, one indigenous family well-known to my parents immediately after the death of Waloha packed their humble belongings, abandoned the house which previously they laboriously earned, and fled in panic from Wszewilki - not telling anyone where they were going. Also from the time I spent in a village named Cielcza, I know that this constant psychosis of a deadly threat was quite unique just for Milicz and the vicinity of it. When I think about it, just comes to mind, that the presence in forests of Stawiec an active cell of Werwolf soldiers well-trained in killing, perfectly explains what then kept happening around Milicz.

6. An extremely important secret which apparently is hidden in the medieval tunnels from under the township of Milicz. After all, from the old family stories I know, that in woods near Stawiec have been located exits from these underground tunnels leading from Milicz. Before the outbreak of the Second World War about these tunnels and about their exists knew practically every local resident. Thus, if these tunnels were adopted by Werwolf for their hideouts and bases, it became important for them to "send to another world" all the people who could indicate to Polish authorities where the entrances and exits to these tunnels are hidden. Also in various offices of the German administered Milicz must have existed numerous plans and documentation of these tunnels - but until today somehow NONE of these plans has surfaced nor has been publicly disclosed. Immediately after the Second World War in many places of Milicz still existed entrances to these tunnels. I personally knew older colleagues, who entered into them (one of these colleagues, whom the police from Milicz caught dressed in a knight's armour that he found in these tunnels, a few years later died unexpectedly at a young age - but I am NOT sure whether he accidentally "broke his neck"). In past one of my classmates showed to me even the entrance to these tunnels that was then located in the wall of the second basement level of the building situated more or less opposite the Milicz bookstore of that time. But then suddenly the Milicz (Polish) authorities thoroughly walled up and hide all entrances to these tunnels. Their exits near the Stawiec village also apparently still have not been found by anyone. So we should not exclude the possibility that it was the local Werwolf which took over these tunnels and turned them into the underground hideouts and bases that until today are tightly covered by the "cloak of mystery" - see item #F3 from my web page named "sw_andrzej_bobola_uk.htm". The probability of the existence of this mysterious connection between Werwolf and the underground tunnels from medieval Milicz, causes that perhaps there is a way to validate the circumstances and my guesses described here. Namely, if it was possible to find these exits from the tunnels hidden, among others, in woods near Stawiec, and which still somehow no-one is trying to investigate officially until today, then (if indeed these tunnels were used by the Werwolf) probably appropriate evidence would still be present in their midst. After all, there is a chance that until today the soldiers of Werwolf simply died out from old age, but "just in case" until the very end they did NOT liquidate their underground bases. (To these tunnels, and to their hidden exits, may still lead non-collapsed underground walkways passing from the undergrounds of Milicz.)

... (This post needed to be cut in two parts because of the memory allocation to this blog, so it is continued below as post #262_2E) ...


03:27, totalizm
Link
#262_2E: Physical "rules of engagement" of werewolves from forests of Stawiec near Milicz (po polsku poniżej)

... (continuation from the post #262_1E) ...

7. The mysterious whistling communication signals, that I heard at nights several times in the "area of sending to the other world" that lied between Milicz and Wszewilki. I lived in Stawczyk (a part of Wszewilki) for the first 18 years of my life. During the most of that time, almost every day I travelled to Milicz on my pushbike. After all, in 1953 to 1957 I attended the Primary School No. 1 in Milicz, and then in the years 1960 to 1964 I studied in the Milicz High School. Sometimes my mother sent me to Milicz even on Sundays to deliver fresh milk, butter, or cheese to her friend-client from Milicz. Of course, as befits a boy from that time, relatively often I remained in Milicz until the late night. After all, we went with colleagues to the Milicz's cinema, we played together, we visited each other, and at the time of my high school came also the dating, night watching of the moon and stars as a part of astronomy group within my high school, and also my fairly active public life including organizing dances, festivals, sports competitions, fireworks displays, etc. When I was returning back home late at night on my pushbike, it would be a big risk to drove along the road, as my pushbike had no lights, while the police in Milicz liked to ambush people on the Krotoszyńska street to catch and punish the ones passing in there without lights, i.e. to catch and punish those people which others could not see from a distance (perhaps the police did so for reasons which I am explaining in the next paragraph). Thus, I always was returning back home by taking a shortcut through completely empty area between Milicz and Wszewilki. In there I knew by heart practically every path, every stone, every corner, and every branch and root of a tree because of which a bicycle could get into trouble. Unfortunately, this area enjoyed a "spooky" fame, as many mysterious things kept happening in there. In turn the paths home along which I was always pedalling, led through the most spooky areas. For example, all these paths led in fact to the railroad tracks, where from time to time various "suicide" victims laid their necks under the wheels of trains. Furthermore, all the paths led along dikes of the river Barycz, while it was this river, from which occasionally were pulled out drowned bodies. In addition, the path that led along the Milicz-side of the river, next to the town of Milicz was starting on a chain of war trenches, at the bottom of which were bodies of the German young defenders of Milicz, which Russians soldiers disposed in there. In these trenches someone constantly was digging pits, although the digger could never be seen. So people were whispering that further bodies were added to these ones already lying in there. If I chose the path at the Wszewilki side of the river Barycz, then by it was a sizeable wasteland, in which also someone unseen continually dug pits - thus also making people to whisper that these pits hide human bodies as well (this track also led to the railway-lane so favoured for "suicides"). Thus, while driving along these paths in the dark, I felt like I rode alone at night through a cemetery in which "haunted". So when I drove my bike at night through the area located far from houses, then no matter which path I chose, I always was scared, I had there my "soul on the shoulder", and my senses were taut as the strings. In spite of this, except for a few rare cases when I came across known to me inhabitants of Wszewilki hurrying along the railway tracks to the train station in Milicz, the majority of my trips by that terrible for me area went without seeing anyone. Thus, it was very strange for me, that in several cases, when I was pedalling on my bike through this empty area, only about 20 meters behind me, where previously my heightened senses NOT seen anyone, I heard a very loud whistle, clearly identified aurally by me as the "whistle of a person on his fingers". If this whistle is described phonetically, it typically consisted of two parts and was sounding as "phiiii-wit" (although sometimes it sounded completely different). Whenever I heard it, I believed that it is someone's signal to someone's else, telling that I am coming. So always my eyes were seeking with a fear if anyone is to block my path, but I never could see anyone after such a whistle. It was not until many years later when I was trained as an army officer, that I learned about the principles of placing "vigilantes" at all roads leading to the main forces, and about the need to establish a wide range of "communication signals" that these "vigilantes" were to use if it was necessary to inform the main force of impending danger, and also that in the proximity of the enemy, these "communication signals" should be possibly "loud but natural" - so that the opponent could NOT decode what they mean. In the vicinity of Milicz does NOT exist a beast or bird, which would whistle like a human "whistles on fingers". Therefore currently I believe, that this "phiiii-wit" which repeatedly I heard in the "area of sending to another world" probably was just such a "near-natural" signal with which someone having a "vigil" at the path along which I pedalled communicated a message: "hide because a single teenager rides on a bicycle" (if on a bicycle would ride two of us, then probably the signal would sound "phiiii-wit-wit"). So the only thing that in Milicz in these matters differed from the instructional "rules of engagement", is that when an intruder has left the danger zone, the "vigilante" that was hidden at the other end of the path, should give appellate signal "danger has passed" - while in my experiences was broadcasted only the first "warning whistle" - when I rode into a given area, but there was no the "calling off whistle" - when I was leaving the area. (Although, after my moving out of the area could be signalled a different signal, which could NOT be noticed by me, e.g. a short and silent lighting of a green flashlight facing the main group, towards which I was directing my back, thus I was NOT able to see it.)

8. The acting of Polish authorities from Milicz of that time, that behaved as if they secretly cooperated with Werwölf. As you may know, in order to be successful, every underground organisation must have its own "intelligence" and its "informants". Also as a rule, those must infiltrate the local authorities, especially the police. If we think about it, then the authorities from Milicz of that time acted just like someone from their leadership cooperated with Werwölf. The leads which seem to suggest this include e.g. a strange phenomenon that the authorities from Milicz walled up and hide all the entrances to the underground tunnels in Milicz, and that until now any pre-war documentation of these tunnels has NOT leaked to the general public - in spite that the pre-war highly thorough and methodical Nazi authorities of Milicz with certainty such a documentation drew up while its fragments had to be found in various archives of Milicz. I am also greatly surprised by official explanations, for example, to an unusually large number of (exclusively male) "suicide victims" and "accident victims", who died on the railroad tracks between the village Wszewilki and the railway bridge on the river Barycz, i.e. in the area to which in the darkness people could sneak unnoticed from forests of Stawiec and Wszewilki, as well as from almost the entire town of Milicz - even carrying on their shoulders e.g. someone bound and gagged. About these exclusively male "suicides" I mentioned in the caption under "Fig. #E1" from the web page named "wszewilki_uk.htm". By the authorities they all were officially explained as "suicides" or "casualties" of railway accidents. (Intriguing why never females were amongst them.) As an inquisitive boy, I always was fascinated how they died. So when I learned on time about them, for some of them I managed to see the place of their death shortly after the authorities have already removed their bodies and left the scene of the incident. Well, the majority of these "suicide" victims died by decapitation - officially explained that to commit suicide, they laid their necks on the tracks and let their heads to be cut off by wheels of a train. (Notice, however, that a victim that is wriggling and defending himself, is the easiest to immobilize by placing him on the track by its neck on a rail and oriented the face-down.) But what surprised me the most, was that all of them were found in the morning after a particularly dark, moonless night - as if everyone of them make an agreement that they are to die just in an absolute darkness, and I was also surprised that the place of their death has always looked like a place of a long struggle - i.e. on both sides of tracks and in the area of many square meters the ground was drenched in blood and was trotted as if a steam-roller drove over it. Somehow I could not explain the scenarios of voluntary "placing the neck on the tracks" that would leave such traces. Rather these areas looked for me as if someone had forcibly kept on the tracks someone else that was defending himself and wriggled, and as if after the separation of the head from the body still the remains were moved around while dripping with blood - e.g. to remove ropes from them and to arrange their remains into the desired composition. Other similarly strange leads, are the strange fates of my older colleagues, who were caught by the authorities on exploring the Milicz underground tunnels, and the initial takeover by militaries the Waloha's farm and home - as if the authorities were afraid that the immediate letting a Polish family to take this farmhouse threatens with the discovery in there of something highly inconvenient for Milicz authorities.

* * *

In spite of that what I am describing here are only circumstances, probability, and my guesses, still just on their basis can be summed up rather the vital knowledge. Just for the salvation of this knowledge from oblivion, and thus for a possible allowing it to be improved with our present moral knowledge, and then (if necessary) to be used, I dared to make a difficult decision to write this post. Namely, can be summarized the "rules of engagement" of an underground organization, whose actions from the physical point of view have proved to be so tremendously successful, that 70 years later it is possible to spread now the propaganda, that this organization allegedly did NOT exist at all. Here are most important components of the "rules of engagement" of this organization:

(i) Focus on quality, not on quantity or loudness. For Werwolf soldiers apparently were chosen best of the best. After all, they were very well trained - e.g. they could break someone's neck with just a single precise movement. They were highly disciplined, precise, hard-working and motivated. I also believe that they had a high "PR" (public relations), means that they were funny, cheerful, likeable, charming, widely known - otherwise it is not possible to explain, for example, the fact that all the victims allowed them to enter at night to their homes, or within a strike range, without initiating an alarm. Definitely they well knew the Polish language - otherwise they would not be able to infiltrate the Polish authorities and gather the required information (intelligence). Probably they had Polish names. Moreover, I suspect, that their cells were very small - probably consisted of only a few well familiarized with each other and close people.

(ii) Precise preparation and planning down to the smallest detail of all their underground activities. For example, they had planned in advance where and how they will approach the future victims, how victims are to die, and what the explanation for their death will be later propagated.

(iii) The acting only at very dark nights, in secrecy and silence, and taking all the necessary safeguards to NOT create, or leave behind, witnesses. As a result, no one ever knew what actually has happened, and the only knowledge on a particular topic one could draw from the evidence that they carefully and deliberately composed and left behind, and from gossipy explanations, which they obligingly proclaimed.

(iv) Skilful arranging appearances and traces of everything that they did into the "natural" forms (i.e. the forms of accidents, coincidences, suicides, tragic fires, etc.). Practically I never have heard of any case where it would be clear that someone was deliberately killed out by someone hostile to him or her.

(v) Placement of "vigils" at all the paths that led to the site of their current action and the use of whistled signals for warning of the approach of an intruder (a potential witness) towards their area of operation. In those days of the lack of small radios and mobile phones, these signals consisted of whistled on their fingers different warning messages - e.g. a whistle "phiiii-wit" probably meant "a lonely teenager on a bicycle is arriving".

(vi) Never attempting to eliminate someone only because that person belonged to the class of their opponents (e.g. he or she was a Polish national). For example, as a teenager I notoriously kept entering into their way - without being aware of it. So if they behave like other guerrillas, then they had a lot of opportunities to crush me like a fly. However, they did NOT do this - for which leaving me alive I can only be grateful to them. Their victims have always been those who have previously undergone a rigorous check whether their removal was to significantly contribute to the cause for which they existed and for which they received clear orders to carry out. In other words, they struck rarely, precisely and only where it caused the most damage and the most contributed to their cause. This also reduced the risk of mistakes and mishaps.

(vii) For each of their actions they made up and then rapidly widespread the planned in advance "natural" and precise explanations as to what and how has happened. These their explanations were always additionally confirmed by the traces especially fabricated for this purpose and left at the scene, e.g. by the way in which they placed bodies of victims, or by the lack of gunshot wounds, cuts of flesh, nor of the knife thrusts. The rapid and widespread dissemination of these explanations meant that apparently none of their actions have been shrouded in mystery and silence, and each person allegedly had an opportunity to hear the information quickly (usually the carefully pre-planned lies) as to what exactly has happened and how. (Of course, if this information would be examined more closely and professionally, then probably it would turn out that it could not have been more far from the truth.) So almost no-one inquired later after the further details, because everyone has thought that he or she already knew "the full truth".

(viii) Excellent equipping into everything that they needed. For example, mainly just by the need to store and maintain the equipment necessary for them, can be explained that they "took care" of the underground tunnels from Milicz.

(ix) The successful infiltration of the Polish authorities from that time. This is because only with that infiltration one can explain why, instead of seeking out and fighting them, the Polish authorities actually helped them (probably completely being unaware of providing this help).

The above clearly reveals, how much with their intelligence, discipline, precision and foresight, they differed in their actions from the actions of virtually all other underground organizations about which we can read in the history books. When compared to them, the actions of all other undergrounds and partisans can be described with words: primitive, amateurish and bungling. After all, what and where did the partisans of other nations, Germans always immediately knew, and in many cases they were able to successfully prevent it. This is because such actions were noisy and in the most cases rather thoughtless - no wonder that they typically resulted in the destruction of more their own people than the enemy's forces. However, what did Werwolf quietly, almost no-one ever noticed, and to this day it remains a mystery. Thus, because of so high effectiveness of their actions, they provide an excellent model for following in the future - should the forthcoming new historical epoch called the "neo-medieval epoch" (described in item #K1 from my web page named "tapanui.htm") be forcing our culture into the next fight for survival. I personally believe, that in the face of threats just arriving, the knowledge of their "rules of engagement" is so valuable, that for its scientific investigation and protection against falling to oblivion, it pays to take a substantial risk of writing about it in a totally open way.

I should also add here, that as a scientist fighting for every possible truth - no matter what this truth refers to, I am very irritated that for grabbing just several historically insignificant political advantages, someone out there came up with the idea that after 70 years should begin to disseminate the deceptive propaganda that the organization of "Werwolf" did NOT exist at all. On the other hand, on the basis of the current knowledge about the operation of so called "moral field" described in item #C4.2 from the web page named "morals.htm", it is already clearly known that the dissemination of this propaganda about the alleged non-existence of "Werwolf" is a highly immoral behaviour for many different reasons. After all, e.g. it is a lie, it prevents the closure of many matters and healing of many wounds, it causes the loss by humanity and by both nations then confronting themselves the enormity of essential knowledge and skills, it degrades, distorts and obscures the historically significant events, it is "unfair" both for the soldiers of Werwolf as well as for their victims because it pushes them into oblivion and treats them as if they never existed, etc., etc. As a scientist who researches "moral field" and work of moral mechanisms, I am also worried, that the pushing of Werwolf into non-existence, is to deprive the humanity one amongst the most clear examples of the type indicated in items #B2 to #B2.3 of the web page "mozajski_uk.htm", which assist humans in a better understanding as to how the "moral field" punishes people who displayed passivity in the situation when the group intellect to which these people belonged acted immorally (e.g. this example illustrates, how the immorality of Nazi Germany, which at the beginning took the form of Germans killing people from other nations, make a large circle and after the finishing of war transformed into Germans killing Germans) - for more explanations about our punishments for allowing the immoralities of the group intellect to which we belong see also items #A2.8 and #E2 from the web page named "totalizm.htm", while about our punishments for complacency and passiveness see item #N2 from the web page named "pajak_re_2017.htm". After all, the already proven work of the "moral field" is such, that it severely punishes us for every kind of immoral behaviour. Therefore, instead of immoral broadcasting of the non-existence of Werwolf organization, I suggest the introduction of morally more correct legal solution in the form of a law and an institution for "grievances time-limit, forgiveness, reconciliation and amnesty" - described as "Problem #A3" in item #C2 from my web page named "pajak_re_2017.htm".

It just so happens that moral mechanisms impose on us the "duty of self-defence", described more comprehensively in subsection JD11.1 from my newest monograph [1/5] - including the duty of self-defence from all possible forms of immorality, as well as from carriers of these forms of immorality. In turn the historical cycles often take a rather unexpected turn - see item #K1 from my web page named "tapanui.htm". Therefore, I would advise you, the reader, that you try to remember what about the Werwolf's "rules of engagement" so far I managed to find out and describe above. After all, we should always learn from the best examples - no matter who provided these examples, and only later improve these examples with what requests from us the highest known level of morality (i.e. in this case improve in them the implementation of the moral "duty of self-defence" through the defending ourselves while simultaneously obeying all other criteria of morally-correct acting). After all, one never knows yet what the future is to bring to us. So if you, the reader, ever came to take a personal defence for the survival of your loved ones and of your culture, then it is worth to remember that for the noisy although inefficient undergrounds, there is also the alternative described here, which is quiet, precise, extremely efficient, and already proven in action. It is also worth to be aware, that the typical noisy underground, spectacularly proclaiming its marches with grenades and machine guns, which proud descriptions we can find in the history books and in numerous films, actually to own side typically inflicts much more damage than to its opponents. In turn every action, which instead of effectively fulfilling the moral "duty of self-defence", rather immorally contributes toward "self-destruction", already from the definition is immoral. On the other hand the quiet, secretive and intelligent defending actions - the effective methods of which I am trying to protect with the explanations of this post from the current deliberate pushing it by someone into the oblivion, can be improved, planned, and carried out in such a manner, that in every aspect they fulfil the requirements of a full moral correctness. Thus both, for the short-term, as well as for the long-term action of the "moral field", they can be able to qualify as an effective and morally-correct implementation of the duty of self-defence.

* * *

The above post is an adaptation of item #E2 from my web page (in the English language) named "wszewilki_uk.htm" (updated on 9th September 2015, or later). Thus, the reading of the above descriptions would be even more effective from that web page, than from this post - after all e.g. on the totaliztic web pages are working all (green) links to other related web pages with additional explanations, texts are printed in colours, the content is supported with illustrations, the content is updated regularly, etc. The most recent update of the web page "wszewilki_uk.htm" can be viewed, amongst others, through addresses:
http://www.geocities.ws/immortality/wszewilki_uk.htm
http://totalizm.zensza.webd.pl/wszewilki_uk.htm
http://artefact.uhostall.com/wszewilki_uk.htm
http://telekinesis.esy.es/wszewilki_uk.htm
http://bobola.net78.net/wszewilki_uk.htm
http://totalizm.com.pl/wszewilki_uk.htm
http://soul.frihost.org/wszewilki_uk.htm
http://tornado.fav.cc/wszewilki_uk.htm
http://pajak.org.nz/wszewilki_uk.htm

(*) Notice that every address with totaliztic web pages, including all the above web addresses, should contain all totaliztic web pages - including web pages indicated in this post. Thus, in order to see any totaliztic web page that interests the reader, it suffices that in one amongst the above addresses, the web page name "wszewilki_uk.htm" is changed into the name of web page which one wishes to see. For example, in order to see the web page named "mozajski_uk.htm" e.g. from the totaliztic web site with the address http://energia.sl.pl/wszewilki_uk.htm , it is enough that instead of this address in the window of an internet browser one writes e.g. the address http://energia.sl.pl/mozajski_uk.htm .

The above manner (*) for viewing the totaliztic web page that is sought by the reader, is especially useful, because the majority of my web pages is published on "free hosting addresses" - some amongst which have this habit that typically they delete my web pages just after one year. Thus, if the reader wishes to find any such my web page to which I refer in my older posts from this blog, and therefore which page in the meantime was deleted from free hosting addresses, then it is enough to visit the newest post on this blog - under which I am providing the list of most recent and thus currently the most valid addresses that contain all my web pages. Then in any amongst these most current addresses the reader can find the web page which he or she is seeking, just by using its name for modifying that address accordingly to the method (*) described above (which method allows to run any totaliztic web page chosen by the reader).

It is worth to know as well, that almost each new topic that I am researching on principles of my "scientific hobby" with "a priori" approach of the new "totaliztic science", including this one, is repeated in all mirror blogs of totalizm still in existence (the above topic is repeated in there as the post number #262E). In past there were 5 such blogs. At the moment only two blogs of totalizm still remain undeleted by adversaries of the new "totaliztic science" and of the moral philosophy of totalizm. These can be viewed at following internet addresses:
http://totalizm.wordpress.com
http://totalizm.blox.pl/html/

With the totaliztic salute,
Jan Pajak

03:18, totalizm
Link
wtorek, 01 września 2015
262_1: Wilkołaki z lasów przymilickiego Stawca, którzy działali tak doskonale, że niektórzy twierdzą iże ich wogóle NIE było

Motto: "Jeśli coś wygląda jak kaczka, kwacze jak kaczka i chodzi jak kaczka, zapewne jest to kaczka" (angielskie przysłowie)

Anglicy mają to zabawne przysłowie, którego tłumaczenie na polski przytoczylem w motto, a które stwierdza "If it looks like a duck, quacks like a duck and walks like a duck, it probably is a duck". Ja przytaczam tutaj owo przysłowie, ponieważ od czasów dzieciństwa znam coś, co właśnie "wygląda jak kaczka, kwacze jak kaczka i chodzi jak kaczka", jednak przez dziesiątki lat wszyscy oficjalnie nazywali to "ciągiem wypadków i zbiegów okoliczności". Tak się składało, że w przeszłości otwarte nazwanie tego czegoś "kaczką" byłoby bardzo niebezpieczne. Stąd przez całe lata ja też nazywałem to tak jak wszyscy inni (chociaż NIE ukrywałem swego zaniepokojenia dziwnościami wszelkich spraw dotyczących owej niby "kaczki" - po przykład patrz punkt #F3 na mojej stronie o nazwie "sw_andrzej_bobola.htm".) Jednak obecnie czasy się zmieniły. Owa prawdopodobna "kaczka", oraz my, teraz należymy już do tej samej zjednoczonej Europy. Od dnia 11 września 2001 roku wspólnie też powinniśmy się przygotowywać na przyjście już nowego zagrożenia, jakie jest jednakowo niebezpieczne dla obu naszych uprzednio konfrontujących się stron - po szczegóły patrz punkty #H1 do #H3 ze strony o nazwie "przepowiednie.htm", punkt #N2 na stronie o nazwie "pajak_na_prezydenta_2020.htm", oraz punkt #K1 na stronie o nazwie "tapanui_pl.htm". (Szczególnie proponuję zwrócić tam uwagę na scenariusz z punktu #H3 mojej strony o nazwie "przepowiednie.htm", który opublikowałem jeszcze w 2009 roku, a który opisuje przebieg wypełniania się staropolskiej przepowiedni, stwierdzającej iż "ludzie sami sprowadzą na siebie taką zagładę i wyludnienie, że potem człowiek będzie całował ziemię w miejscu gdzie zobaczy ślady innego człowieka" - czyż początek tego mojego scenariusza z 2009 roku NIE pasuję "jak ulał" do tego co zaczęło dziać się w Europie w 2015 roku?) W tych więc nowych czasach trzeba pamiętać, że istnieje takie coś jak "przedawnienie", trzeba umieć po chrześcijańsku wybaczyć "kaczce", że wypełniała rolę do jakiej popychało ją jej kacze pochodzenie, trzeba wyciągnąć do niej rękę pojednania, pogratulować jej, że na przekór bycia "kaczką" tak doskonale i efektywnie potrafiła przyjmować postać "ciągu wypadków", oraz trzeba zacząć uważnie studiować jej doskonałe metody fizycznego działania i uczyć się z przykładów tych metod. Wszakże wymogi aktywnego przygotowywania się do tego co daje się przewidzieć, iż nieuchronnie już nadchodzi - tak jak wyjaśnia to dokładniej m.in. punkt #N2 strony "pajak_na_prezydenta_2020.htm", nakazują nam iż kiedy nowe zagrożenie do nas wszystkich dotrze, moralny "obowiązek obrony" od nas domaga się, abyśmy mogli wówczas równie efektywnie jak owa "kaczka", ale tym razem już wspólnym wysiłkiem oraz w pełnej zgodności z poznanymi w międzyczasie kryteriami moralnymi, konfrontować to co niewesoła przyszłość wszystkim nam już zapowiada.

Nazwijmy więc sprawy po imieniu. Otóż to co w angielskim przysłowiu nazywane jest "kaczką", w faktycznym życiu z okolic Milicza i Wszewilek prawdopodobnie może być nazywane "niezwykle efektywną i sprawną komórką niemieckiego podziemia Werwolf (tj. "Wilkołaki") działającą w lasach podmilickiego Stawca". Oczywiście, ponieważ owa prawdopodobna komórka pod względem fizycznym działała ogromnie efektywnie, odnosiła wyłącznie sukcesy, potrafiła bardzo precyzyjnie "zacierać ślady" swojej działalności, oraz nigdy NIE była poszukiwana przez ówczesne polskie władze ani nawet rozważana iż może istnieć, NIE ma teraz żadnych dowodów, że ona wogóle istniała. Stąd wszystko co wyjaśniam w niniejszym punkcie to tylko poszlaki, pradopodobieństwa i moje zgadywanie. Niemniej ciągle warto poznać zasady jej fizycznego działania, bowiem gdyby przypadkiem kiedyś się okazało, że na przekór oficjalnemu stanowisku władz komórka ta jednak istniała, wówczas zwykłe zapomnienie fizycznych metod jej działania byłoby ogromnym marnotrawieniem bogatych doświadczeń i doskonałych zasad fizycznego działania. Metody te bowiem sprawdziły się w rzeczywistym życiu. Stąd powinno się je studiować i z nich się uczyć. Po zaś udoskonaleniu ich moralnego wymiaru do poziomu naszej dzisiejszej znajomości zasad moralnie-poprawnego postępowania, powinno się też umieć je wdrożyć - jeśli zajdzie taka potrzeba. Wszkże historia lubi "zataczać kręgi", stąd fizycznie doskonałe metody działania i lekcje na przyszłość jakie poznanie tej historii może dla nas otworzyć, już w niedalekiej przyszłości mogą okazać się wręcz niezbędne dla przetrwania naszych bliskich i naszej kultury.

W każdym ludzkim działaniu, a więc także i w działaniu opisywanej tutaj komórki Werwolfu, daje się wyróżnić trzy wymiary, mianowicie wymiar (1) fizyczny, (2) uczuciowy, oraz (3) moralny - po więcej szczegółów patrz "Rys. #I1" ze strony "pajak_do_sejmu_2014.htm". Podczas gdy przy dzisiejszym poziomie naszej wiedzy i doświadczeń można mieć sporo zastrzeżeń co do moralnego i uczuciowego wymiaru działania owej komórki Werwolfu ze Stawca, fizyczny wymiar jej działania był bliski doskonałości. Stąd to ów fizyczny wymiar jest warty dalszego studiowania i to dla jego poznania jest też warto podejmować ryzyko poszukiwania prawdy na temat faktycznego istnienia owej komórki Werwolfu. Oto więc kilka przykładów "poszlak", jakie zdają się potwierdzać istnienie i pełne sukcesów fizyczne działanie w lasach z okolic podmilickiego Stawca owej wysoce aktywnej komórki niemieckiego podziemia zwanego Werwolf (tj. "Wilkołaki").

1. Czyjeś tajemnicze zrealizowanie aż do końca, wyraźnego rozkazu faszystowskich władz Milicza, aby wyzabijać wszystkich Niemców którzy pozostali na miejscu - jaki to rozkaz miał być realizowany przez każdą niemiecką grupę dywersyjną pozostawioną w Miliczu i okolicach na czas po przejściu linii frontu. O rozkazie tym piszę dokładniej w punkcie #C1 swej strony o nazwie "bitwa_o_milicz.htm". Mianowicie, kiedy w dniu 22 stycznia 1945 roku Rosjanie wyzwalali Milicz, w Milickim ratuszu cichcem ukryte były aż dwie kompanie dobrze uzbrojonej niemieckiej młodzieży. Młodzież ta otrzymała klarowny rozkaz, że po przejściu frontu, ma ona "rozprawić się" (czytaj "wystrzelać") wszystkich niemieckich mieszkańców Milicza i okolic, którzy zignorowali rozkazy władz i NIE uciekli w głąb Niemiec przed nacierającą armią radziecką. Na szczęście, Rosjanie w porę dowiedzieli się o istnieniu i rozkazach owych ponad 300 doskonale uzbrojonych młodych Niemców i uniemożliwili im wykonanie tego rozkazu - o czym piszę szczegółówo w punkcie #C1 strony internetowej o nazwie "bitwa_o_milicz.htm". Na przekór jednak, że owym dwóm kompaniom młodych Niemców pomieszane zostały szyki w ich zamiarach wystrzelania wszystkich oryginalnych mieszkańców Milicza i okolic, którzy znali przeszłość tych miejscowości, ciągle niemal wszyscy "autochtoni", którzy przeżyli wojnę, zostali później tajemniczo powysyłani na tamten świat - co wyjaśniam dokładniej zarówno w punkcie #E1 strony "wszewilki.htm", jak i w kilku innych jej miejscach. Jak więc widać rozkaz jaki mieli owi młodzi niemieccy obrońcy milickiego ratusza ciągle przez kogoś został tajemniczo wykonany, zaś ci co NIE chcieli pozwolić aby przeszłość i jakieś ogromnie ważne tajemnice Wszewilek i Milicza wyszły jakoś na światło dzienne, mimo wszystko niemal osiągnęli swoje cele. Kto więc wykonał ów rozkaz?

2. Ci nieliczni niemieccy "obrońcy" Milicza, którzy zdołali ujść z życiem z bitwy o Milicz, uciekali właśnie do Stawca. Czterech z nich zostało nawet zastrzelonych w trakcie owej ucieczki - co opisuje punkt #F1 mojej strony "bitwa_o_milicz.htm". Mi nasuwa się aż kilka pytań w związku z tym ich kierunkiem ucieczki. Przykładowo, dlaczego uciekali do Stawca. Stawiec leży wszakże na północ od Milicza, tymczasem kraj Niemcy leży na zachód. Logika podpowiada więc, że jeśli jacyś niemieccy żołnierze wyszli żywi z bitwy o Milicz, wówczas powinni uciekać w kierunku Niemiec, czyli na zachód, a NIE do Stawca, czyli na północ - chyba że wiedzieli iż w Stawcu znajduje się komórka Werwolfu. Przykładowo, niemiecki żołnierz, który do ostaniej minuty trzymał wartę przy szosie we wsi Cielcza, instynktownie uciekał w kierunku na zachód (do Niemiec) kiedy zobaczył rosyjskie czołgi. To właśnie podczas owej ucieczki na zachód został zastrzelony kiedy biegnąc po otwartym polu dobiegał już do zdolnego zasłonić jego dalszą ucieczkę płotu mojej babci. Po drugie dlaczego uciekali oni przez odkryty teren koło Stawca, gdzie bystroocy rosyjscy żołnierze łatwo mogli ich wypatrzeć i ustrzelić, podczas gdy ucieczka na zachód prowadziłaby ich wśród lasów, gdzie łatwo jest się ukrywać - ponownie prawdopodobne wytłumaczenie, że w Stawcu był Werwolf. Po trzecie, kto ich pochował z żołnierskimi honorami - w typowy dla niemieckich tradycji wojskowych sposób, tj. wbijając bagnety w ich groby i wieszając na nich hełmy. Przybyli na te tereny polscy osadnicy ani rosyjscy żołnierze NIE grzebaliby ich z takimi żołnierskimi honorami. Przykładowo, młodych Niemców zastrzelonych w Miliczu Rosjanie powrzucali w istniejące pod miliczem okopy, poczym puścili po tych okopach zygzakujący ciężki czołg aby je pozarywał i pogrzebał powrzucanych w nie Niemców.

3. "Epidemia skręceń karku" jaka zapanowała wśród przy-milickich autochtonów zaraz po wojnie. Jak wiadomo, podczas okupacji typowo każdy kto przeszkadzał Niemcom otrzymywał "kulę w łeb". Dziura po kuli w głowie podczas okupacji była więc rodzajem "poświadczenia" niemieckiej roboty. Jednak żołnierze "Werwolfu" mieli rozkazy aby działać w konspiracji - tak aby miejscowe polskie władze NIE połapały się o ich istnieniu i NIE podjęły ich poszukiwań oraz likwidowania. Stąd członkowie Werwolf w ostatniej fazie wojny byli specjalnie trenowani na więźniach obozów koncentracyjnych, jak "czysto", "niewykrywalnie", "cicho" i "szybko", jednym precyzyjnym ruchem "skręcać karki" niewygodnym im ludziom. (Najbliższy Milicza i Stawca obóz koncentracyjny znajdował się w niedalekim Sułowie - patrz punkty #D11 i #D12 mojej strony o nazwie "milicz.htm". Szkoda, że NIE ocalała jego dokumentacja ani świadkowie co tam się działo pod koniec wojny.) Oczywiście, ówczesny brak ekspertyzy kryminalnej wśród nowych władz milickich, a być może także i inne przyczyny, razem spowodowały, że wszystkie owe "skręcenia karków" u autochtonów były formalnie kwalifikowane jako "wypadki" i "przypadki". Z jakichś jednak powodów, których dzisiaj NIE potrafię wyjaśnić, mnie bardzo wzburzyła śmierć wszewilkowskiego autochtona o nazwisku Waloha - którego osobiście znałem i bardzo lubiłem. Już jako mały chłopiec ustaliłem więc od naocznych widzów dokładne miejsce w którym znaleziono go ze skęconym karkiem leżącego przy swym rowerze. Miejsce to znajduje się przy jedynie około jedno-metrowo-wysokiej skarpie asfaltowej szosy wiodącej wówczas z Cieszkowa do Milicza. Znając osobiście Walohę, coś uczuciowo NIE pozwalało mi więc uwierzyć, że nawet jeśli przypadkiem jego rower zjechał z tak niskiej skarpy, ten fizycznie sprawny, silny i szczupły mężczyzna skręcilby sobie kark. Na dodatek miejsce w jakim go znaleziono leży jedynie kilkanaście metrów przed odchodzącą od owej szosy polną drogą ze Stawca do Wszewilek - o której to drodze każdy wiedział, że Waloha przy niej przyhamuje i w nią skręci na swym rowerze, kiedy będzie nocą wracał do swego domu we Wszewilkach (np. z wizyty u kogoś - która to wizyta mogła celowo zostać "zorganizowana" dla niego przez Werwolf, lub o której Werwolf wiedział że nieżonaty Waloha odbywa ją regularnie np. każdego tygodnia). Nic więc NIE przeszkadzało wprawionemu w "skręcaniu karków" żołnierzowi Werwolf zaczekać przy owej drodze, zagadnąć do Walohy (który zapewne osobiście go znał, bowiem oboje byli miejscowymi i mieszkali w pobliżu siebie przez wiele lat), skręcić mu kark, poczym przeciągnąć go kilkanaście metrów w górę szosy i ułożyć tak jakby przypadkowo zjechał on z około metrowego nasypu i "skręcił sobie kark". Podobny przebieg mogło mieć "skręcenie karku" innego autochtona, jaki też był dobrym znajomym mojej rodziny, o nazwisku Haupfman Nietzke von Kolande, opisywanym m.in. w punkcie #G1 strony o nazwie "bitwa_o_milicz.htm".

4. Zwłoki wszystkich innych przymilickich autochtonów, zamordowanych w ich domach, zawsze były dokładnie palone wraz z domami w których umierali. Jednocześnie wśród ludności okolic Milicza rozsiewane były pogłoski, że jakoby mordów tych dokonywały bandy rosyjskich żołnierzy-maruderów (ostatnio chodzi mi po głowie, że już sama ta pogloska z daleka pachnie metodami działania hitlerowskiej propagandy). Tymczasem materiał faktologiczny jaki do mnie dotarł, zdaje się świadczyć, że bandy rosyjskich maruderów owszem rabowały i gwałciły miejscowych ludzi, jednak typowo ich potem NIE zabijały. (Przykładowo, jedna z takich band usiłowała obrabować moją rodzinę - co opisuję w punkcie #J1 strony "wszewilki.htm".) Wszakże logicznie rzecz biorąc bandy te NIE miały powodów aby mordować ludność swoich wojennych sprzymierzeńców (chociaż miały typowe ludzkie powody, np. zachłanność, aby ich rabować i gwałcić), zato powody i rozkazy mordowania wyraźnie mał Werwolf.

5. Psychoza "zagrożenia", jaka panowala w okolicach Milicza przez wiele lat po wojnie. Tę psychozę ja nawet pamiętam z czasów swego dzieciństwa. Ludzie w okolicach Milicza wiecznie się bali nocy, ryglowali się w swych domach, budowali wysokie płoty, utrzymywali sfory groźnych psów, późnymi wieczorami NIE pozwalali swym dzieciom wychodzić na wieś dla zabawy, przez wiele lat nawet NIE dotykali niczego co uważane było za niemiecką własność, itp. - ponieważ bez przerwy coś tragicznego i niewyjaśnialnego się tam działo. Z powodu owego strachu jedna dobrze znana moim rodzicom rodzina autochtonów natychmiast po śmierci Waholy spakowała swój skromny dobytek, porzuciła dom jakiego z trudem uprzednio się dorobiła, oraz w panice uciekła z Wszewilek - nie informując nikogo dokąd się udaje. Z czasów też jakie spędziłem we wsi Cielcza, wiem, że owa psychoza nieustannego zagrożenia była cechą unikalną dla okolic Milicza. Kiedy teraz o tym myślę, wówczas samo się nasuwa, że obecność w lasach Stawca aktywnej komórki dobrze wytrenowanych w zabijaniu żołnierzy Werwolfu doskonale by wyjaśniała to co wówczas wokoło Milicza się działo.

6. Jakaś ogromnie ważna tajemnica, którą najwyraźniej kryją średniowieczne tunele spod Milicza. Wszakże z dawnych opowiadań rodzinnych jest mi wiadomo, że w lasach koło Stawca miały znajdować się wyloty z owych tuneli wiodących z Milicza. Przed wybuchem drugiej wojny światowej o owych tunelach i o ich wylotach wiedział praktycznie każdy lokalny mieszkaniec. Jeśli więc tunele te przejął Werwolf na swoje kryjówki i bazy, wówczas stało się dla niego istotne aby "powysyłać na tamten świat" wszystkich ludzi, którzy mogli wskazać polskim władzom gdzie wejścia do tych tuneli są poukrywane. W najróżniejszych urzędach niemieckiego Milicza musiały też istnieć liczne plany i dokumentacje owych tuneli - jednak do dzisiaj jakoś żaden z tych planów NIE został publicznie ujawniony. Zaraz też po drugiej wojnie światowej w wielu miejscach Milicza istniały wejścia do tych tuneli. Znałem starszych kolegów, którzy do nich wchodzili (jeden z nich, jakiego milicka milicja przyłapała ubranego w zbroję rycerską, którą znalazł w owych tunelach, w kilka lat potem niespodziewanie zmarł w młodym wieku - NIE jest mi jednak wiadomym czy też przypadkowo "skręcił sobie kark"). Kiedyś jeden z moich kolegów szkolnych pokazywał mi nawet wejście do tych tuneli jakie znajdowało się wówczas w ścianie drugiego poziomu piwnic budynku położonego mniej-więcej naprzeciwko ówczesnej milickiej księgarni. Jednak potem nagle milickie (polskie) władze dokładnie pozamurowywały i poukrywaly wszystkie te wejścia. Ich wylotów koło Stawca najwyraźniej też do dzisiaj NIE udało się nikomu odnaleźć. Nie wolno więc wykluczać możliwości, że poprzejmował je właśnie tamtejszy Werwolf oraz uczynił z nich swoje podziemne kryjówki i bazy do dzisiaj szczelnie okryte "płaszczem tajemnicy" - patrz punkt #F3 na mojej stronie o nazwie "sw_andrzej_bobola.htm". Prawdopodobieństwo istnienia owego tajemniczego związku Werwolfu z podziemnymi tunelami średniowiecznego Milicza powoduje, że być może istnieje sposób na sprawdzenie poprawności opisywanych tu poszlak i przesłanek. Gdyby bowiem udało się znaleźć ukryte wyloty tych tuneli, które miały się znajdować m.in. w lasach koło Stawca, a których do dzisiaj jakoś nikt NIE usiłuje oficjalnie badać, wówczas (jeśli faktycznie tunele te były używane przez Werwolf) prawdopodobnie odpowiednie dowody ciągle byłyby obecne w ich środku. Wszakże istnieje szansa, że żołnierze owego Werwolfu do dzisiaj zwyczajnie powymierali ze starości, jednak "tak na wszelki wypadek" aż do samego końca NIE likwidowali swoich podziemnych baz. (Do owych tuneli, i do ich ukrytych wyjść, ciągle mogą wieść niezawalone przejścia prowadzące z podziemi samego Milicza.)

... (Ten post NIE zmieścił się w jednym wpisie, stąd jest on kontynuowany poniżej jako #262_2) ...

04:17, totalizm
Link
#262_2: Zasady fizycznego postępowania albo "rules of engagement" wilkołaków z przymilickiego Stawca

... (kontynuacja wpisu #262_1) ...

7. Tajemnicze gwizdane sygnały komunikujące, jakie aż kilkakrotnie słyszałem nocami w podmilickim "obszarze wysyłania na tamten świat". Ja mieszkałem w przy-wszewilkowskim Stawczyku przez pierwszych 18 lat mojego życia. Przez większość tego czasu praktycznie codziennie jeździłem do Milicza na swoim rowerze. Wszakże w latach 1953 do 1957 to w Miliczu uczęszczałem do Szkoły Podstawowej nr 1, a potem w latach 1960 do 1964 do Liceum Ogolnokształcącego. Czasami też matka wysyłała mnie nawet w niedzielę abym dostarczył świeże mleko, masło lub ser jej znajomej klientce z Milicza. Oczywiście, jak przystało na chłopaka z tamtych czasów, relatywnie często pozostawałem w Miliczu aż do późnej nocy. Wszakże chodziliśmy z kolegami do milickiego kina, graliśmy razem, wizytowaliśmy się wzajemnie, zaś w czasach mojego liceum doszły do tego randki, nocne oglądanie księżyca i gwiazd w ramach licealnego kółka astronomicznego, oraz moje dosyć aktywne życie publiczne polegające m.in. na organizowaniu potańcówek, festiwali, zawodów sportowych, pokazów ogni sztucznych, itp. Kiedy zaś późnymi nocami wracałem na swym rowerze do domu, byłoby sporym ryzykiem jechanie szosą, bo mój rower NIE miał światła, zaś milicka milicja lubiła zaczaić się na ulicy Krotoszyńskiej aby łapać i karać osoby przejeżdżające tam bez świateł, tj. osoby jakich inni NIE mogli wypatrzeć już z dużej odległości (być może czyniła to z powodów jakie opiszę w następnym paragrafie). Zawsze wracałem więc na skróty przez zupełnie pusty wówczas obszar pomiędzy Miliczem i Wszewilkami. Znałem tam bowiem na pamięć każdą ścieżkę, każdy kamień, każdy zakręt, oraz każdą gałąź i korzeń drzewa przez jakie na rowerze można było wpaść w kłopoty. Niestety, obszar ten cieszył się "złą sławą", bowiem działo się tam wiele tajemniczych rzeczy. Ścieżki zaś jakimi musiałem pedałować zawsze biegły tam gdzie najstraszniej. Przykładowo, wszystkie te ścieżki wiodły do torów kolejowych, na których co jakiś czas różni "samobójcy" podkładali swoje szyje pod koła pociągów. Ponadto wiodły przez wały na rzece Barycz, w której co jakiś czas znajdowano ciała topielców. Na dodatek tuż przy Miliczu zaczynały się one na łańcuchu okopów, na dnie których Rosjanie zasypali ciała niemieckich obrońców Milicza. Potem w okopach tych ktoś ciągle kopał doły, chociaż kopiącego nigdy NIE dało się zobaczyć. Szeptano więc, że do nich dodawane były następne zwłoki. Jeśli zaś wybierałem ścieżkę po wszewilkowskiej stronie wałów Baryczy, to przy niej znajdowały się spore nieużytki, w których też ktoś niewidzialny nieustannie kopał doły - o nich więc również szeptano, że ukrywają zwłoki (ścieżka ta też wychodziła na "tory samobojców"). Jazda tymi ścieżkami w ciemności czuła się więc tak jakbym samotnie przejeżdżał nocą przez cmentarz w jakim "straszy". Kiedy więc nocami przejeżdżałem przez ten bezludny obszar, bez względu na to którą ścieżkę wybierałem, zawsze miałem tam "duszę na ramieniu", zaś moje zmysły były napięte jak struny. Na przekór tego, poza kilkoma rzadkimi przypadkami gdy wzdłuż torów natykałem się na znanych mi mieszkańców Wszewilek śpieszących do stacji kolejowej w Miliczu, gro przejazdów przez ów straszny dla mnie wówczas obszar odbywało się bez zobaczenia absolutnie nikogo. Tym więc dziwniejsze było dla mnie kilka przypadków, kiedy pedałując na swym rowerze przez ów obszar, zaledwie jakieś 20 metrów za mną, z miejsca w którym uprzednio moje wyostrzone zmysły NIE widziały nikogo, rozlegał się bardzo głośny gwizd, jednoznacznie przezemnie identyfikowany słuchowo jako "zagwizdanie przez człowieka na palcach". Gdyby gwizd ten zapisać fonetycznie, to typowo składał się z dwóch części i brzmiał "fiiii-wit" (aczkolwiek czasami też brzmiał on zupełnie odmiennie). Zawsze gdy go słyszałem przychodziło mi do głowy, że jest on czyimś sygnałem, iż ja nadjeżdżam. Zawsze więc moje oczy wypatrywały ze strachem czy ktoś zagrodzi mi drogę, jednak nigdy nikogo po nim NIE dostrzegałem. Dopiero w wiele lat później, kiedy szkolony byłem na oficera, dowiedzialem się o zasadach rozstawiania "czujek" przy wszystkich drogach wiodących do głównych sił, o potrzebie ustalenia całej gamy "sygnałów komunikujących" jakimi owe "czujki" w razie potrzeby miały informować siły główne o zbliżającym się niebezpieczeństwie, a także iż w bliskości przeciwnika, owe "sygnały komunikujące" powinny być możliwie najbardziej "głośne i naturalne" - aby główne siły je usłyszały zaś przeciwnik NIE pokapował się co one oznaczają. W okolicach Milicza NIE istnieje ani zwierz ani też ptak, które wydawałyby gwizd podobny do ludzkiego "gwizdu na palcach". Obecnie wierzę więc, że ów "fiiii-wit" jaki kilkakrotnie słyszałem w podmilickiem "obszarze wysyłania na temten świat" prawdopodobnie był właśnie takim "zbliżonym do naturalnego" sygnałem, który komuś działającemu przy ścieżce jaką pedałowałem komunikował wiadomość: "chowajcie się, bo samotny nastolatek nadjeżdża na rowerze" (gdyby na rowerze jechało nas dwoje, sygnał zapewne brzmiałby "fiiii-wit-wit"). Jedyne więc co w tych przy-milickich przypadkach różniło się od instruktażowego "modus operandi", to że kiedy intruz opuszcza już strefę zagrożenia, wówczas "czujka" ukryta na jej drugim końcu powinna nadać odwoławczy sygnał "zagrożenie minęło" - tymczasem w moich doświadczeniach nadawany był tylko pierwszy "gwizd ostrzegawczy" - kiedy wjeżdżałem w dany obszar, jednak NIE było już "gwizdu odwoławczego" - kiedy z obszaru tego wyjeżdżałem. (Aczkolwiek po moim wyjechaniu z obszaru mógł być nadany jakiś inny sygnał, jakiego NIE odnotowałem, np. krótkie i bezgłośne zapalenie zielonej latarki skierowanej ku głównej grupie, do jakiej będąc odwrócony tyłem NIE miałem jak jej odnotować.)

8. Postępowanie ówczesnych polskich władz Milicza, jakby cichcem współpracowały one z Werwolfem. Jak wiadomo, aby odnosić sukcesy, każde podziemie musi mieć swój "wywiad" i swych "informatorów". Ci zaś z zasady muszą infiltrować miejscowe władze, szczególnie milicję. Jeśli dobrze się zastanowić, to ówczesne władze Milicza postępowały właśnie tak, jakby ktoś z ich kierownictwa współpracował z Werwolfem. Poszlaki jakie zdają się to sugerować obejmują przykładowo dziwne zjawisko, że władze Milicza zamurowały i poukrywały wszystkie wejścia do podmilickiech tuneli, a także że do dzisiaj NIE przeciekła do publicznej wiadomości żadna dokumentacja owych tuneli, na przekór iż wysoce metodyczne władze przedwojennego Milicza z całą pewnością dokumentację taką sporządziły, zaś jej fragmenty musiały być znajdowane w różnych milickich archiwach. Mnie ogromnie też dziwią oficjalne wyjaśnienia dla przykładowo nietypowo dużej liczby "samobójców" i "ofiar wypadków" jacy umierali na torach kolejowych pomiędzy wsią Wszewilki i mostem kolejowym na Baryczy, tj. w obszarze do jakiego w ciemności można było niepostrzeżenie przekraść się zarówno z lasów Stawca i Wszewilek, jak i z niemal całego ówczesnego Milicza - i to nawet niosąc na barkach np. kogoś powiązanego i zakneblowanego. O "samobójcach" tych wspominam w podpisie pod "Fot. #E1" strony "wszewilki.htm". Przez władze byli oni oficjalnie wyjaśniani jako "samobójcy" lub "ofiary wypadków" kolejowych. Jako ciekawskiego chłopca, mnie zawsze fascynowało jak umarli. Kiedy więc w porę o nich się dowiadywałem, dla niektórych z nich zdołałem uważnie sobie oglądnąć miejsca ich śmierci wkrótce po tym jak władze już pouprzątały ich ciała i opuściły miejsca zdarzenia. Oóż gro tych "samobójców" umierało poprzez odcięcie głowy - w sposób oficjalnie tłumaczony, że dla popełnienia samobójstwa kładli oni szyje na torach i pozwalali swe głowy odcinać kołami pociągu. (Odnotuj jednak, że rzucającą i broniącą się ofiarę najłatwiej jest właśnie unieruchomić na torach poprzez jej ułożenie szyją na szynie i twarzą w dół.) Mnie jednak najbardziej dziwiło, że wszyscy oni znajdowani byli porankiem po szczególnie ciemnej, bezksiężycowej nocy - jakby wszyscy się poumawiali, że chcą umierać właśnie w absolutnej ciemności, a także dziwiło, że miejsca ich śmierci zawsze wyglądały jak miejsca długotrwałej walki - tj. po obu stronach torów oraz w obszarze wielu metrów kwadratowych były one zlane krwią i udreptane jakby przejechał je walec. Jakoś NIE potrafiłem sobie wytłumaczyć scenariuszy dobrowolnego "kładzenia szyi na torach" które pozostawiałyby takie ślady. Za to miejsca te mi wyglądały jakby ktoś siłą utrzymywał na torach kogoś broniącego się i rzucającego, oraz jakby po oddzieleniu głowy od ciała ciągle zwłoki były przemieszczane nadal ociekając krwią - np. aby pousuwać z nich powrozy i poukładać je w wymaganą kompozycję. Inne podobnie wymowne fakty, to dziwne losy moich starszych kolegów, którzy zostali przyłapani przez władze na eksplorowaniu podmilickich tuneli, oraz początkowe przejęcie przez wojsko posiadłości Walohy - jakby w obawie, że natychmiastowe oddanie jej polskiej rodzinie grozi odkryciem tam czegoś dla milickich władz wysoce niewygodnego.

* * *

Na przekór, że to co tu opisuję to jedynie poszlaki, prawdopodobieństwa i moje domysły, ciągle już tylko na ich podstawie daje się podsumować wiedzę, dla ocalenia której przed zapomnieniem, a stąd dla przyszłego umożliwienia ewentualnego jej udoskonalenia o naszą obecną wiedzę moralną, poczym - w razie potrzeby, następnego jej wykorzystania, odważyłem się podjąć trudną decyzję napisania niniejszego punktu. Mianowicie daje się podsumować "modus operandi" (tj. zasady fizycznego postępowania albo "rules of engagement") organizacji podziemnej, której działania pod względem fizycznym okazały się być aż tak ogromnym sukcesem, że w 70 lat później możliwe jest teraz rozsiewanie propagandy, że organizacja ta jakoby wogóle NIE istniała. Oto więc najistotniejsze składowe jej "modus operandi":

(i) Nastawienie na jakość, a NIE na ilość i głośność. Żołnierzami Werwolfu najwyraźniej zostawali najlepsi z najlepszych. Wszakże byli oni doskonale wyszkoleni - np. potrafili jednym precyzyjnym ruchem skręcać karki swych ofiar. Byli wysoce zdyscyplinowani, precyzyjni, pracowici i motywowani. Wierzę też, że mieli wysokie tzw. "PR" (public relation), czyli że byli wesoli, lubiani, czarujący, szeroko znani - inaczej NIE daje się bowiem wytlumaczyć np. faktu, że wszystkie ofiary nocami wpuszczały ich do swych domów, lub w zasięg ciosu, bez wszczynania alarmu. Definitywnie doskonale znali język polski - inaczej NIE byliby w stanie infiltrować polskich władz i gromadzić wymaganych informacji (inteligencji). Prawdopodobnie nosili też polskie nazwiska. Ponadto posądzam, że ich komórki były niewielkie - zapewne składało się na nie jedynie kilka dobrze się znających i zgranych ze sobą osób.

(ii) Precyzyjne przygotowywanie i planowanie co do najmniejszego szczegółu wszystkich swych podziemnych działań. Przykładowo, z góry mieli zaplanowane gdzie i jak podejdą przyszłą ofiarę, jak ma ona umrzeć i jakie wytłumaczenie dla jej śmierci będzie później upowszechniane.

(iii) Działanie wyłącznie bardzo ciemnymi nocami, w ukryciu i ciszy, oraz podejmowanie wszelkich niezbędnych zabezpieczeń aby NIE stworzyć ani pozostawić świadków. W rezultacie nikt nigdy NIE wiedział co faktycznie się stało, zaś jedyną wiedzę na dany temat dawało się czerpać ze śladów jakie starannie i celowo komponowali oraz pozostawiali po sobie, oraz z plotkowych wyjaśnień jakie usłużnie rozgłaszali.

(iv) Umiejętne nadawanie pozorów i śladów "naturalności" (tj. wypadku, przypadku, zbiegu okoliczności, samobójstwa, tragicznego pożaru, itp.) wszystkiemu co czynili. Praktycznie nigdy NIE słyszałem o przypadku, kiedy byłoby klarowne, iż był on czyimś celowym zgładzeniem przez kogoś mu wrogiego.

(v) Rozstawianie "czujek" przy ścieżkach jakie wiodły do miejsca działania i użycie sygnałów gwizdanych dla ostrzeżenia o zbliżaniu się intruza (potencjalnego świadka) do miejsca ich działania. W tamtych czasach braku małych radiostacji i telefonów komórkowych, na sygnały te składało się wygwidywanie na palcach kilku różnych informacji ostrzegawczych - np. gwizd "fiiii-wit" prawdopodobnie oznaczał "nadjeżdża samotny nastolatek na rowerze".

(vi) Nigdy NIE podejmowanie likwidowania kogoś tylko dlatego, że dany ktoś należał do klasy ich przeciwników (np. że był Polakiem). Przykładowo, jako nastolatek ja notorycznie wchodziłem im w drogę - wcale NIE zdając sobie z tego sprawy. Gdyby więc postępowali jak inne partyzantki, wówczas mieli sporo okazji aby zgnieść mnie jak muchę. Jednak tego NIE uczynili - za co tylko mogę być im wdzięczny. Ich ofiarami zawsze były osoby, które uprzednio przeszły rygorystyczne sprawdzenie, czy ich usunięcie znacząco przyczyni się do sprawy dla jakiej istnieli i dla jakiej przeprowadzenia otrzymali rozkazy. Innymi słowy, uderzali rzadko, precyzyjnie i tylko tam gdzie wywoływało to największe szkody i najlepiej przysługiwalo się ich sprawie. W ten sposób zmniejszali też ryzyko pomyłek i wpadek.

(vii) Dla każdego z dokonanych przez siebie działań szybkie i szerokie rozprzestrzenianie z góry zaplanowanych "naturalnych" i precyzyjnych wyjaśnień co i jak się zdarzyło. Wyjaśnienia te zawsze też były dodatkowo potwierdzane specjalnie fabrykowanym w tym celu materiałem dowodowym pozostawianym na miejscu zdarzenia, np. sposobem w jaki układane były ciała ofiar, czy brakiem ran postrzałowych, rozcięć ciała, ani pchnięć nożem. Szybkie i szerokie upowszechnianie tych wyjaśnień powodowało, że pozornie żadne z ich działań NIE było okryte tajemnicą i niedomówieniami, a każdy jakoby miał okazję szybko usłyszeć informację (z reguły kłamliwą i z góry starannie zaplanowaną) co dokładnie i jak zaszło. (Oczywiście, gdyby informacja ta była dokładniej i fachowiej zbadana, wówczas zapewne by się okazało, że NIE mogłaby być już bardziej daleka od prawdy.) Niemal więc nikt NIE dociekał potem szczegółów, ponieważ sądził, że zna już "całą prawdę".

(viii) Doskonałe wyposażenie we wszystko co było im potrzebne. Przykładowo, głównie właśnie potrzebą posiadania i przechowywania niezbędnego im sprzętu daje się wytłumaczyć, że "przejęli opiekę" nad podziemnymi tunelami średniowiecznego Milicza.

(ix) Infiltrowanie z sukcesem ówczesnych polskich władz. Tylko bowiem ową infiltracją można wytlumaczyć, że zamiast poszukiwać i zwalczać Werwolf, władze te faktycznie pomagały Werwolfowi (prawdopodobnie zupełnie NIE będąc świadome tego pomagania).

Powyższe klarownie ujawnia, jak bardzo swoją inteligencją, dyscypliną, precyzją, oraz dalekowzrocznością ich fizyczne działania różniły się od działań praktycznie wszystkich innych organizacji podziemnych o jakich można poczytać w podręcznikach historii. W porównaniu z nimi fizyczne działania innych podziemi i partyzantów daje się opisać słowami prymityw, amatorszczyzna i partactwo. Wszakże co i gdzie czynili partyzanci innych narodów, Niemcy zawsze natychmiast wiedzieli i w wielu przypadkach byli w stanie skutecznie temu przeciwdziałać. Działania te były bowiem hałaśliwe i w większości przypadków raczej bezmyślne - nic dziwnego że typowo powodowały one wyniszczenie większej liczby własnych ludzi niż sił przeciwnika. Tymczasem w tym co cicho i skrycie czynił Werwolf, niemal nikt nigdy się NIE połapał i do dzisiaj pozostaje to tajemnicą. Z powodu więc aż tak wysokiej efektywności ich fizycznego działania, stwarza ono teraz doskonały model dla przyszłego naśladowania - jeśli nadchodząca nowa epoka historyczna tzw. "neośredniowiecza" (opisywanego w punkcie #K1 mojej strony o nazwie "tapanui_pl.htm") zmusi naszą kulturę do kolejnej obrony w celu przetrwania. Ja osobiście uważam, że w obliczu właśnie nadchodzących zagrożeń, wiedza o ich "modus operandi" jest aż tak cenna, że dla jej naukowego zbadania oraz zabezpieczenia przed zapomnieniem, warto jest podejmować nadal znaczne ryzyko pisania o niej w sposób zupełnie otwarty.

Powinienem tu też dodać, że jako naukowca walczącego o wszelkie możliwe prawdy i to bez względu na to czego one dotyczą, bardzo mnie wzburza, że dla zgarnięcia kilku historycznie nieliczących się już korzyści politycznych, ktoś tam wyszedł z pomysłem aby po 70 latach zacząć upowszechniać kłamliwą propagandę, że organizacja "Werwolfu" wogóle NIE istniała. Tymczasem na bazie obecnej znajomości działania tzw. "pola moralnego" opisywanego w punkcie #C4.2 strony "morals_pl.htm", jest już klarownie wiadomym, że rozsiewanie owej propagandy o rzekomym nieistnieniu "Werwolfu" jest wysoce niemoralnym postępowaniem i to aż dla wielu odmiennych powodów. Wszakże np. jest ono kłamstwem, uniemożliwia zamknięcie wielu spraw i zagojenie wielu ran, powoduje utracenie przez ludzkość i przez oba konfrontujące się wówczas narody ogromu istotnej wiedzy i umiejętności, degraduje, wypacza i zaciemnia historycznie istotne wydarzenia, jest "unfair" zarówno dla samych żołnierzy Werwolfu jak i dla ich ofiar ponieważ spycha ich w niepamięć i traktuje jakby nigdy NIE istnieli, itd., itp. Jako naukowca badającego "pole moralne" i mechanizmy działania moralności, martwi mnie również, że zepchnięcie Werwolfu w nieistnienie pozbawi także ludzkość jednego z najklarowniejszych przykładów z rodzaju wskazywanego w punktach #B2 do #B2.3 strony "mozajski.htm", które pomagają ludziom łatwiej zrozumieć jak "pole moralne" karze tych którzy wykazywali pasywność w sytuacji gdy intelekt grupowy do jakiego należeli postępował wysoce niemoralnie (np. niniejszy przykład ilustruje, jak niemoralność faszystowskich Niemiec, która z powodu pasywności większości Niemców początkowo mogła przyjąć formę zabijania przez Niemców członków innych narodowości, z upływem czasu zatoczyła duży krąg i po zakończeniu wojny obróciła się w zabijanie owych pasywnych Niemców przez samych Niemców) - po więcej wyjaśnień o naszej osobistej odpowiedzialności za niemoralności intelektu grupowego do którego należymy patrz też punkty #A2.8 i #E2 ze strony "totalizm_pl.htm", zaś o karach za naszą pasywność patrz punkt #N2 ze strony o nazwie "pajak_na_prezydenta_2020.htm". Wszakże już udowodnione działanie "pola moralnego" jest takie, że surowo ono nas karze za każde niemoralne postępowanie. Dlatego zamiast niemoralnego rozgłaszania nieistnienia organizacji Werwolfu, ja proponuję wprowadzenie moralnie poprawniejszego rozwiązania legalnego w postaci prawa i urzędu "przedawnienia, wybaczenia, pojednania i amnestii" - opisywanego jako "Problem #A3" w punkcie #C2 z mojej strony o nazwie "pajak_na_prezydenta_2020.htm".

Tak się składa, że mechanizmy moralne nakładają na nas tzw. "obowiązek obrony" opisywany szerzej w podrozdziale #JD11.1 z tomu 7 mojej najnowszej monografii [1/5] - w tym obowiązek obrony przed wszelkimi formami niemoralności i przed nosicielami dowolnej z form niemoralności. Z kolei cykle historyczne często przyjmują raczej niespodziewany obrót - patrz punkt #K1 mojej strony o nazwie "tapanui_pl.htm". Stąd radziłbym ci czytelniku, abyś spróbował zapamiętać to co o "modus operandi" Werwolfu zdołałem dotychczas dociec i opisać powyżej. Wszakże zawsze należy się uczyć na najlepszych przykładach - i to bez względu na to kto przykładów tych nam dostarczył, a jedynie potem udoskonalić owe przykłady o to co podpowiadają nasza obecna wiedza oraz najwyższy znany nam poziom moralności (tj. w tym przypadku uzupełnić o realizowanie moralnego "obowiązku obrony" z jednoczesnym przestrzeganiem wszelkich innych kryteriów moralnie-poprawnego działania). Nigdy przecież NIE wiadomo co przyszłość może jeszcze nam przynieść. Gdyby więc kiedyś tobie czytelniku przyszło podjąć osobistą obronę dla przetrwania twych bliskich i twej kultury, wówczas warto abyś pamiętał, że dla hałaśliwego aczkolwiek nieefektywnego podziemia istnieje też opisywana tu cicha, jednak precyzyjna, ogromnie efektywna oraz już udowodniona w działaniu alternatywa. Warto bowiem być świadomym, że typowe hałaśliwe podziemia, spektakularnie obwieszczające swoje przemarsze granatami i maszynówkami, jakich dumne opisy znajdujemy w podręcznikach historii i licznych filmach, faktycznie własnej stronie typowo wyrządzają znacznie więcej szkód niż zadają ich przeciwnikowi. Każde zaś działanie, które zamiast efektywnie wypełniać moralny "obowiązek obrony", raczej niemoralnie przyczynia się do "samo-wyniszczania", już z definicji jest niemoralne. Tymczasem ciche, skryte i inteligentne działania obronne - jakich efektywne metody staram się uchronić wyjaśnieniami niniejszego punktu przed obecnym zamierzonym spychaniem ich przez kogoś w niepamięć, daje się tak udoskonalać, planować i przeprowadzać, aby pod każdym względem wypełniały one wymogi pełnej moralnej poprawności. Zarówno więc dla krótkoterminowego, jak i dla długoterminowego działania "pola moralnego", są one zdolne kwalifikować się jako efektywne i moralnie-poprawne realizowanie obowiązku obrony.

* * *

Niniejszy wpis stanowi adaptację punktu #E2 z mojej strony o nazwie "wszewilki.htm" (aktualizacja z dnia 1 września 2015 roku, lub później). Stąd czytanie i rozumienie głównych postulatów niniejszego wpisu byłoby nawet bardziej efektywne z tamtej strony internetowej "wszewilki.htm", niż z niniejszego wpisu - wszakże na owej stronie działają wszystkie (zielone) linki do pokrewnych stron z dodatkowymi informacjami, użyte są kolory i ilustracje, zawartość jest powtarzalnie aktualizowana, itp. Najnowsza aktualizacja strony "wszewilki.htm" już została załadowana i udostępniona wszystkim chętnym m.in. pod następującymi adresami:
http://www.geocities.ws/immortality/wszewilki.htm
http://totalizm.zensza.webd.pl/wszewilki.htm
http://artefact.uhostall.com/wszewilki.htm
http://telekinesis.esy.es/wszewilki.htm
http://bobola.net78.net/wszewilki.htm
http://totalizm.com.pl/wszewilki.htm
http://soul.frihost.org/wszewilki.htm
http://tornado.fav.cc/wszewilki.htm
http://pajak.org.nz/wszewilki.htm

(*) Każdy aktualny obecnie adres z totaliztycznymi stronami - w tym również każdy z powyższych adresów, powinien zawierać wszystkie totaliztyczne strony, włączając w to strony których nazwy są wskazywane zarówno w niniejszym wpisie, jak i we wszystkich poprzednich wpisach tego bloga. Stąd aby wywołać dowolną interesującą nas totaliztyczną stronę której nazwę znamy, wystarczy tylko nieco zmodyfikować jeden z powyższych adresów. Modyfikacja ta polega na zastąpieniu widniejącej w powyższych adresach nazwy strony "wszewilki.htm", nazwą owej innej strony, którą właśnie chce się wywołać. Przykładowo, aby wywołać sobie i przeglądnąć moją stronę o nazwie "mozajski.htm " np. z witryny o adresie http://energia.sl.pl/wszewilki.htm , wówczas wystarczy aby zamiast owego adresu witryny wpisać w okienku adresowym wyszukiwarki następujący nowy adres http://energia.sl.pl/mozajski.htm - jaki powstanie w wyniku jego zmodyfikowania w opisywany tu sposób.

Powyższy sposób (*) na odnajdywanie i uruchamianie poszukiwanej przez czytelnika totaliztycznej strony, jest szczególnie użyteczny ponieważ większość ze swych stron publikuję na "darmowych serwerach (adresach)" - sporo z których ma ten brzydki zwyczaj, iż typowo już po upływie około jednego roku deletują one moje strony. Stąd jeśli czytelnik zechce odnaleźć którąś stronę na jaką powołuję się w nieco starszych swoich wpisach z tego bloga, a stąd jakiej hosting w międzyczasie wydeletował już ją z takich darmowych adresów, wówczas wystarczy aby przeszedł do najnowszego wpisu z tego bloga - pod którym podaję wykaz najnowszych i stąd najaktualniejszych obecnie adresów hostingów zawierających wszystkie moje strony. Następnie pod dowolnym z owych najaktualniejszych adresów czytelnik może znaleźć poszukiwaną przez siebie stronę, używając jej nazwy dla zmodyfikowania owego adresu według opisanej powyżej metody (*) do wywoływania dowolnych z totaliztycznych stron.

Warto też wiedzieć, że niemal każdy NOWY temat jaki ja już przebadałem dla podejścia "a priori" nowej "totaliztycznej nauki" i zaprezentowałem na tym blogu, w tym i niniejszy temat, jest potem powtarzany na wszystkich lustrzanych blogach totalizmu które ciągle istnieją (powyższa treść jest tam prezentowana we wpisie numer #262). Kiedyś istniało aż 5 takich blogów. Dwa ostatnie blogi totalizmu, jakie ciągle nie zostały polikwidowane przez przeciwników "totaliztycznej nauki" i przeciwników wysoce moralnej "filozofii totalizmu", można znaleźć pod następującymi adresami:
http://totalizm.wordpress.com
http://totalizm.blox.pl/html

Z totaliztycznym salutem,
Jan Pająk


04:14, totalizm
Link